| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |


Rozmowa z Jay'em m.in. o powrocie do Epitaph, Bobbym, o wzajemnych relacjach w zespole, obecnej scenie punk rockowej, funduszu naukowym BR, doktoracie Graffina i sukcesie zespolu. Zrodlo: Epitaph.


  • wiosna 2002

    JIC: Wiekszosc ostatniej dekady spedziliscie w duzej wytworni, a teraz, przez okolo 1,5 roku mozecie znow nazwac Epitaph domem. Jakie to uczucie wrocic tam, gdzie zaczeliscie?
    Jay: To faktycznie takie uczucie, jakby wrocilo sie do domu. W Epitaph wciaz pracuje czworo ludzi, ktorzy byli tam kiedy odchodzilismy. To moim zdaniem bardzo pomaga, kiedy wciaz ma sie ich przy sobie i wciaz wywiera sie wyplyw na wytwornie. Jesli chodzi o Atlantic, nigdy tak naprawde nie poszlo o muzyke. Nikt nigdy nie zadzwonil do nas zebysmy zmienili styl. Tu chodzi o cale to gowno, ktore oni robili bez naszej wiedzy, jak ogloszenia w prasie czy rozdawanie singli firmom produkujacym papierosy. Wszystkie te rzeczy dzialy sie bez naszej zgody i sprawialy ze zastanawiales sie, czy oni kiedykolwiek pomysleli o tym, co to oznacza dla nas, dla zespolu. Majac tych gosci w Epitaph spie w nocy spokojnie wiedzac, ze nie obudze sie rano z czyms, przez co nie bede szczesliwy.
    JIC: Razem z powrotem do Epitaph, w zespole znow zaszly powazne zmiany skladu w 2001 roku. Brooks Wackerman zostal nowym perkusista a Brett Gurewitz na powrot przejal gitare. Czy obecne wcielenie Bad Religion czuje sie teraz jakos zestalone, czy po prostu tak sie przystosowujecie?
    Jay: Nie wiem czy teraz jestesmy solidni. Brooks jest wciaz jak ktos nowy. To zajmie troche czasu, ale mysle ze to moze byc najlepsze Bad Religion. Teraz macie Briana na gitarze, Bretta piszacego piosenki i Brooksa, ktory jest swietny w studio. Zawsze rozumie, co usilujemy zrobic i potrafi zagrac wszystko tam i z powrotem, kazdy fragment. Mamy katalog 200 dziwnych piosenek, ktorych on sie uczy i nad ktorymi pracujemy. To bardzo trudne.
    JIC: Opisz uszkodzenie, ktore zmusilo waszego dlugoletniego perkusiste Bobby'ego do odejscia z zespolu.
    Jay: Rozerwal sciegno ramienia jak miotacz w baseballu. Mogl miec na to operacje, ale nie chcial. To dolujace, ale mysle ze on sie z tym pogodzil. To nie jest zadna ryzykowna operacja ani nic takiego, robia to caly czas.Zapisalismy go do chirurga ortopedii od California Angels, kiedy juz mielismy znajomosci w LA i moglismy sie tym zajac. Byl zapisany i wyzdrowienie zajeloby mu tylko osiem miesiecy. Powiedzialem mu nawet, ze jesli odejdzie z zespolu niech i tak zrobi sobie operacje. Zeby po prostu to zrobil i odszedl, bo kiedy bedzie sie starzec, jego ramie nadal bedzie spieprzone. Moze kiedys bedzie chcial wziac na rece swoje wnuki. Mozliwe, ze teraz z ramieniem jest wszystko w porzadku, ale pozniej juz nie bedzie.
    JIC: Jak radzicie sobie z tym, ze kazda osoba z zespolu mieszka w innym miescie?
    Jay: Wlasnie dzieki temu sobie radzimy, i oto dlaczego sobie radzimy. Mysle ze gdybysmy nie trzymali sie od siebie z daleka poza zespolem, po prostu bysmy sie pozabijali. Tak wlasnie jest i to od czasu, kiedy mielismy po 15 lat. Od razu wiedzielismy, ze pomysl wspolnego przebywania w vanie, domu czy wspolnego spania to nie idea dla nas. Niekoniecznie wzajemnie zgadzamy sie z naszymi zyciami osobistymi, ale to jest naszym zdaniem swietne. Nie wywieszamy flagi jednosci z napisem "Oto my". Jestesmy tylko piecioma idiotami z doliny, ktorzy naprawde lubia to, co robia. Poza tym spedzimy odrobine czasu razem, ale z pewnoscia nie zawozimy sie na miejsce glosowania pytajac "Na kogo bys zaglosowal?" Nie interesuje nas to. I wlasnie dlatego to wszystko dziala.
    JIC: Wasz ostatni album, The Brocess Of Belief jest bardzo chwalony i przez wiekszosc zostal powitany jako powrot Bad Religion do formy. Co powiesz na te reakcje?
    Jay: To wszystko na co liczylem, a nawet wiecej. Nagrywanie go przypominalo nagrywanie Suffera, poniewaz w obu przypadkach ludzie spisali nasz zespol na straty. Wydalismy kilka naprawde beznadziejnych nagran pod rzad i wygladalo na to, ze nie bralismy zbyt aktywnego udzialu w muzyce jako zespol. Wtedy umowa z Atlantic wygasla i nie mielismy perkusisty. Bylismy niczym. Nigdy nie bylismy tak bliscy rozwiazania kapeli, poza czasami Into The Unknown. Wiec kiedy to wszystko znow wrocilo, a my bylismy w studio nagrywajac The Process Of Belief, nikomu nie zalezalo. To bylo swietne, poniewaz nie bylo presji. Swiat na zewnatrz mial w dupie to co robimy w West Beach. Siedzielismy w studio nagrywajac ten album i kiedy sie rozwijal, ci z nas, ktorzy robia to od 23 lat mowili "To cholernie dobre nagranie".
    JIC: Czy na tym albumie jest piosenka, ktora ma dla Ciebie szczegolne znaczenie?
    Jay: Byc moze "Sorrow". Losowanie miedzy "Sorrow" a "Can't stop". "Can't stop" to rodzaj piosenki, ktora doprowadzala mnie do szalenstwa kiedy mialem 15 lat, taki 50-sekundowy punk rock. Ustawialem powtarzanie w odtwarzaczu i sluchalem tego doslownie tysiac razy i nigdy sie nie meczylem. Za kazdym razem sie usmiechalem i mowilem "To jest swietne!". Z drugiej strony "Sorrow" to piosenka, przez ktora jeza mi sie wlosy na karku. Nie ma ona nic wspolnego z uczuciami zwiazanymi z tym, co stalo sie po jej napisaniu i nagraniu. Wszyscy zaczeli kojarzyc ta piosenke z atakami na World Trade Center z 11 wrzesnia, ale ona nie ma z tym nic wspolnego. Zostala napisana i nagrana 6 miesiecy przed tym wydarzeniem. Kiedy pierwszy raz uslyszalem "Sorrow" powiedzialem cos w stylu "To bardzo dziwaczna piosenka". Jesli chodzi o tekst, Brett naprawde uderzyl w moje wnetrze.
    JIC: Jak narazie przebiega obecna trasa?
    Jay: Jest swietna, kompletnie nieprzewidywalna. Poza tym, ze wszyscy wariuja. Na swiecie panuje SARS, wiec kazdy troche swiruje. W naszym autobusie jest gdzies torba z maskami i gumowymi rekawiczkami. Poza tym, bardzo niespodziewanie wyskoczylismy z ta trasa. Wszyscy mysleli, ze bedziemy w studio, ale Brett spoznil sie z plyta Rancid a Graffin pracowal nad swoim doktoratem. Teraz tak naprawde nikt nie pracuje nad materialem. Wszyscy zyjemy jakby w naszych malych zakatkach wszechswiata i mysle, ze chetnie przepieprzylibysmy nastepne 7 miesiecy. Ale cos zrobimy, przeciez musimy jako zespol. Zorganizowalismy trase. Nie spodziewalismy sie wiele po niej, ale jest swietna.
    JIC: Czy martwicie sie tym, ze mozecie rozczarowac niektorych z waszych bardziej ograniczonych fanow zabierajac ze soba w trase takie kapele jak Promise Ring czy Sparta?
    Jay: Nie, nie martwimy sie o to. Wlasciwie tlum nie zareagowal dobrze na te zespoly. Wiele osob ich nienawidzi. Goscie z Promise Ring wiedzieli czego sie spodziewac, ale nie przestali. Nie interesowalo ich to. Po prostu zagrali i podziekowali. Jim ze Sparty pozwolil kilku osobom dostac sie do niego i zaczal prowadzic z nimi rozmowe. Mowilem mu "Nigdy na to nie pozwol Jim, tu jest 2000 ludzi, nie skupiaj sie na jednym gosciu, ktory cie nienawidzi. Olej go, nie jest wart twojego czasu. W ten sposob nie przejada sie na tobie ci, ktorzy lubia twoj zespol. Sa wkurzeni, bo teraz musza patrzec jak bijesz sie z jednym facetem". Zawsze chcialem otwierac umysly ludzi na inne gatunki muzyczne. W 1980, kiedy zaczelismy, nie kazda kapela brzmiala tak jak my. Kazdy zespol byl inny i unikalny. Poszedlbys na koncert i zachwycilbys sie kazda z kapel, bo byly zupelnie inne. Gdzies po drodze, powiedzmy w 1995, te koncerty staly sie niczym wystep jednej kapeli po drugiej, ktore brzmia tak samo. Wszyscy brzmimy tak samo, wszyscy gramy na takich samych gitarach przez takie same piece firmy Marshall, wszyscy mamy takiego samego wokaliste i wszyscy spiewamy w tle "Whoa-oh-oh". Super, ale pieprze to przez cztery godziny. Nie chce tego widziec. To gowniane przedstawienie. Naprawde, kiedy przychodzi moja kolej na dobieranie zespolow (Promise Ring, Sparta, Green Day, Supersuckers) staram sie to robic po swojemu i znalezc takie, ktore nie brzmia jak my. Chce spedzic czas patrzac na kogos innego, wiec kazdego dnia trasy ogladam taka kapele, jaka chce.
    JIC: Jak przebiegalo podrozowanie z Blink 182?
    Jay: (Smieje sie). Wzielismy udzial w tej trasie poniewaz nigdy nie bedziemy tacy jak oni. Nigdy nie bedziemy zespolem, ktory uzywa takich tytulow jak Melon Arena czy Great Western Forum; to sie po prostu nie stanie. Jezdzilismy z Pearl Jam w 1994, ale to bylo tylko 8 koncertow. To nie prawda jesli ktos powie, ze zrobilismy z nimi trase, bo nie byla pelna. Bylo bardzo zabawnie, ale nie czulismy sie tak, jakbysmy byli czescia tego swiata. Jesli chodzi o trase z Blinkiem to nie wiem. Poprosili mnie, a ja przez dlugi czas mowilem jak bardzo jestem rozczarowany ze Green Day i The Offspring, ktorzy stali sie tak wielcy nigdy nie zadzwonili do nas z taka prosba. Obie kapele odpowiedzialy z opoznieniem "Czulibysmy sie zbyt zaklopotani proszac was, byscie nas supportowali". Ja na to "Pieprzcie sie. My zabralibysmy was ze soba bo was lubimy. Czy o to chodzi? Teraz wy czulibyscie sie zaklopotani, gdybysmy dla was otwarli koncert?" Nas to nie obchodzi, nie ma hierarchii, wszyscy jestesmy razem. Spisalem to na straty i powiedzialem "niewazne". Goscie z Blinka zadzwonili, zapytali a my powiedzielismy "oczywiscie". Mysle, ze byli zaskoczeni, i wszyscy inni tak samo. Nie mogli uwierzyc, ze to robimy, ale mam to gdzies. Nie po to to robie. I nie robie tego co ludzie chcieliby zobaczyc. W kazdym razie, trasa byla fajna. Blink mial wyposazenie, ktorym mialo opiekowac sie z 50 ludzi, ale nigdy ich nie bylo. Wjechali, zagrali i sie rozeszli. Kazdego dnia i cala noc bylismy nastepna w kolejnosci kapela, wiec mielismy caly ich sprzet. (...)
    JIC: Czy prawda jest, ze wiekszosci dzisiejszych zespolow punk rockowych brakuje poczucia spolecznej swiadomosci, czy nawet agresywnego nastawienia, ktory byl synonimem punka?
    Jay: Jak najbardziej. Punk rock stal sie przyjemny. Jest atrakcyjny i latwo schodzi. Mozesz wlasciwie wziac kapele, dac im odpowiedni zarzad, umiescic we wlasciwej wytworni, upewnic sie czy maja odpowiedni kolor wlosow, pokazac ich w MTV i zrobic na tym miliony dolarow. Tego wczesniej nie bylo. Punk rock byl wstretny i brudny. Patrzysz na The Casualties i na pieprzone Good Charlotte. Gdybys zobaczyl ich jedzacych obiad u Denny'ego pomyslalbys: "Tam sa jacys ostrzy punkowi kolesie". Prawda? (...) To po prostu pomysl na mode, nie rozniacy sie niczym od noszenia koszulki Lacoste czy loga Subhumans z tylu Twojej skorzanej kurtki. To wszystko to tylko ikony. (...)
    JIC: Czy probowaliscie podczas tej trasy grac piosenki zwiazane z wojna w Iraku?
    Jay: Wlasciwie tak. Dyskutowalismy o tym wczesniej, poniewaz nie wybieralismy sie w trase, ktora obracalaby sie wokol jakiegos albumu. Gralismy 35-40 tych samych piosenek przez ostatnie kilka lat, poniewaz sa to utwory, ktore kazdy zawsze chce uslyszec. Mielismy standardowy pomysl na to, co grac, wiec postanowilismy namieszac i zagrac inne piosenki. Mysle ze nauczyslismy sie tez sporo o tym, co dzieje sie teraz na swiecie. Chyba kazdy chcial uslyszec nasza opinie o wojnie, ale my raczej wolelismy, zeby muzyka mowila za nas.
    JIC: Uwazam ze "American Jesus" z albumu Recipe For Hate z 1993 roku, ze slowami: "I don't need to be a global citizen because I'm blessed by nationality" ["Nie musze byc swiatowym obywatelem, bo jestem poblogoslawiony przez moja narodowosc" - przyp. tlum.], jest dzis szczegolnie przejmujaca, glownie dzieki swemu komentarzowi na temat kulturowego imperializmu. Czy uwazacie ta piosenke, albo jakakolwiek inna za bardziej aktualna teraz, w klimacie polityki globalnej?
    Jay: Bez watpienia, bedziemy grali ta piosenke podczas tej trasy. Bedziemy grali takie utwory jak "All Good Soldiers", "Get Off" i "Kyoto Now". Gralismy przez chwile "Conquer the World", ale zaczelo to szkodzic glosowi Graffina. W 1991 wypuscilismy Generatora. Zostal napisany podczas pierwszej wojny w Zatoce, wiec mamy wiele materialu do uzycia, np. "Heaven is Falling". To ta sama pieprzona wojna, tylko ludzie nie zwracaja uwagi. Ciagnela sie do teraz, z tym ze wczesniej nie bylo tam 400 tysiecy walczacych, amerykanskich dzieciakow.
    JIC: Czym dokladnie jest Bad Religion Research Fund?
    Jay: Co roku przegladamy dysertacje studentow pracujacych w terenie, nie w laboratorium. Wybieramy z nich jedna czy dwie, ktore nie domagaja sie tony pieniedzy i nie prosza o piwo i wosk do desek surfingowych, zeby mogli jechac do Meksyku i studiowac lowienie ryb. Chodzi o studia w terenie, bo to wlasnie robi Graffin; jest na wydziale biologicznym. Wie, ze 200 dolarow na dlugi czas wystarcza na wode, kiedy jestes na pustyni i prowadzisz badania. Szkoly i inne osrodki pomocy tego nie zafunduja, zwlaszcza jesli nie ma znaleziska i jesli nie zarobia na tym tony pieniedzy. Ci ludzie nie interesuja sie nimi, nie daja nic. Doszlismy do wniosku, ze robienie tego nie kosztuje tak wiele. To rzecz, ktora moze robic kazdy, a robimy to akurat my bo nasz wokalista jest jednym z tych badaczy. Odkladamy procent naszych zarobkow do fundacji i co roku ktos dostaje te pieniadze.
    JIC: Powiedz cos na temat pracy doktoranckiej, ktora Greg Graffin odda tego lata na Cornell University.
    Jay: Wiem, ze ostatnio ja zmienil, bo przez 10 lat pisal prace na temat biologii ewolucyjnej. Zeby zostac paleontologiem to musialo miec cos wspolnego z dwoma kierunkami, biologia i geologia. Nie ma stopnia z paleontologii. Kiedy pisal swoje prace zdarzyly sie te wielkie odkrycia, ktore wszystko zmienily i zmiotly jego prace. Nie do konca wiedzialem, co on robi. Jak dla mnie on nie chodzil na uczelnie. Byl na tylach naszego autobusu, ktorym jezdzimy w trasy przez 8 miesiecy. Nie rozmawiamy o tym; mysle ze po prostu wagarowal. To nad czym teraz moim zdaniem pracuje, chociaz moge sie calkowicie mylic, dotyczy wplywu religii na ewolucje ludzkosci.
    JIC: Czy zespol ma cos w planie na to lato?
    Jay: Nieszczegolnie, a to przez prace doktorancka Graffina. Poprosil o wolne na czerwiec i lipiec.
    JIC: Czy sa plany nagrania jakiegos nowego materialu w najblizszej przyszlosci?
    Jay: Tak, pozna jesienia. Mamy nadzieje, ze w studio bedziemy pod koniec wrzesnia. W chwili obecnej pracujemy nad materialem na nowa plyte.
    JIC: Minelo ponad 20 lat od powstania Bad Religion, a wy wciaz sie umacniacie. Czemu przypisujecie swoj sukces?
    Jay: Po prostu nie bierzemy zespolu zbyt powaznie. Jest to cos, co naprawde lubimy robic, ale to nie tworzy naszego zycia. Podobnie jak zbieranie sie z przyjaciolmi zeby pograc w pokera w srodowa noc, tak samo Bad Religion jest czyms, dla czego sie schodzimy i to robimy. To nie musi byc najwazniejsza rzecz na swiecie. Granie w pewien okreslony sposob sprawia, ze nie czujemy presji. Znam bardzo wiele zespolow, ktore tak bardzo chca byc slawne, ze ostatecznie zawsze szybko upadaja. Nasza idea sukcesu bylo nagranie plyty. Nie musi odniesc go co do ilosci sprzedanych egzemplarzy; chcielismy po prostu jakas nagrac. Wszystko co zrobilismy, zrobilismy po swojemu. Nikt inny w nas nie wierzyl. Chociaz my tez nie wierzylismy, ze teraz bedziemy tu siedziec, 23 lata pozniej, w koncertowym autobusie, grajac na Vic. Nie mozna tak myslec, to nielogiczne. Muzyka jest forma sztuki, na ktora z pewnoscia nie mozna liczyc i wierzyc, ze stanie sie okazja do zdobycia kariery. Mozna byc technikiem od gitary albo dzwiekowcem. Jest bardzo duzo zawodow, na ktorych mozesz polegac w branzy muzycznej jesli masz talent, ale to nie tylko talent zapewnia jakis sukces na tym polu. Wiedzielismy to nawet majac 15 lat. Tutaj nie ma gwarancji. Postanowilismy sie po prostu dobrze bawic, niech wszystko toczy sie wlasnym torem, a ktoregos dnia sie zatrzyma.
    JIC: Co jeszcze chcielibyscie osiagnac jako zespol?
    Jay: Chcielibysmy nagrac nasz najlepszy album. To jest pewnie cel, do ktorego dazymy od kiedy wrocil Brett. Ale latwiej jest powiedziec niz zrobic. Majac za soba kilka naprawde zlych albumow i doswiadczajac momentow, kiedy zespol juz cie nie obchodzi, wejscie z powrotem do studia o osmej rano i nie opuszczanie go do 5 nastepnego dnia sprawia, ze pracuje sie ze smiechem i nie ma sie tego dosc. Jestes w trasie i nie chcesz przestac. Znacznie lepiej jest byc w takiej sytuacji. Naszym celem jest nieustanne cieszenie sie z tego. Mysle ze o to chodzi; kochamy to zajecie za to, czym jest.