| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |


Wywiad pod tytulem "Część natury" przeprowadzony dla Teraz Rock po koncercie w jednym z niemieckich klubow. Tekst w calosci ukazal sie w numerze "TR" z wrzesnia 1998 (nr 85).


  • 1 wrzesnia 1998

        Greg Graffin to niekwestionowany lider Bad Religion, zespołu-instytucji amerykańskiego, punkowego undergroundu. Ale prawdę powiedziawszy ta firma nie robi aż tak bardzo punkowo-undergroundowego wrażenia. I to nie tylko dlatego, że jej płyty rozchodzą się w wysokich nakładach, a wydają je Atlantic i Sony (oddział Dragnet)... Zresztą sam Graffin jest bardzo nietypowym rockmanem z tego powodu, iż ma doktorat z geologii i przymierza się do drugiego, z biologii. No i jeszcze wykłada na uniwersytecie... Dlatego jednak wchodziłem do garderoby berlińskiego klubu rockowego Huxley's na trochę miękkich nogach (choć tytuł magistra mam od dawna i nawet kiedyś prowadziłem zajęcia ze studentami). Potem było miłe zaskoczenie: w czasie naszej rozmowy wokalista i autor repertuaru Bad Religion ani przez chwilę nie zrobił na mnie wrażenia zadufanego w sobie belfra czy niebezpiecznego dziwaka. Po prostu okazał się sympatycznym facetem i... w ogóle w ogóle nie wygląda na rockmana. Raczej na turystę, który zabłądził w korytarzach klubu.

    - Bad Religion to zespół, który zawsze był zainteresowany polityką. A jak to wygląda z bliska w twoim przypadku? Czy jesteś kimś, kto musi codziennie obejrzeć dziennik telewizyjny?
    - Nie lubię dzienników telewizyjnych. Zamiast tego wolę poczytać gazety. W 1990 roku napisałem piosenkę "Only Entertainment" i jest ona właśnie poświęcona telewizyjnym wiadomościom. Mówi o tym, że nie powinniśmy traktować ich jako źródła informacji, bo są tylko dla naszej rozrywki. To coś, co ma nas zadowolić. To nie jest prawda.
    - Także w naszym kraju raz po raz możemy się przekonać o tym, że z telewizją dzieją się dziwne rzeczy. Przeżywamy zalew głupich seriali, brutalnych filmów...
    - Dlatego właśnie tytuł naszej nowej płyty brzmi "No Substance" (brak treści, sensu - przyp. wk). Jest tu mowa o karmieniu ludzi rzeczami pozbawionymi głębszego znaczenia...
    - Skoro już wspomniałeś o płycie... Kiedyś powiedziałeś w wywiadzie dla pisma "Rip", że zazwyczaj nie masz ochoty wracać do nagrań swojej grupy, ale bez zmęczenia możesz słuchać raz po raz albumu The Gray Race. Czy może też tak jest z No Substance?
    - Nawet łatwiej mi się tego słucha. To bardziej naturalny, bardzo spontaniczny album. Jest - jak myślę - lepszy od "The Gray Race". I nawet bardziej go lubię.
    - Porozmawiajmy o twojej muzyce z najnowszej płyty. Myślę, że jest ona swego rodzaju kontynuacją poczynań z kilku ostatnich płyt Bad Religion. Jak już sygnalizuje pierwszy utwór, Hear It, tobie i twoim kolegom chodzi o rockowy mainstream ze śladami punku w partiach wokalnych i w grze perkusji, z gitarowymi zagrywkami w rock'n'rollowej tradycji... Taki tradycyjny rock z bardziej współczesnymi elementami, które pochodzą z ostatnich dwudziestu lat rockowej historii.
    - Myślę, że to dobra analiza. Uważamy, że Bad Religion jest przede wszystkim rockowym zespołem. Ale kiedy tworzyliśmy tę grupę, byliśmy młodzi i byliśmy punkami, mieliśmy punk we krwi. To wpływ, którego nie można się pozbyć. I sądzę, że nasza muzyka zawsze będzie podobała się punkom. Jednak też zawiera ona elementy rocka, które są bardzo łatwo przyswajalne.
    - Właśnie. Takie Shades Of Truth ma melodyjność rockowej komercji. Może nawet przypominałoby bubble gum music z końca lat sześćdziesiątych, gdyby nie to wasze luzackie, nie dopieszczone brzmienie...
    - Wierzę, że przekaz nabiera mocy, gdy melodia jest chwytliwa. Melodia i harmonia to takie naturalne sprawy, ludzie to słyszą i zostaje im w pamięci.
    - Wasz dorobek płytowy obejmuje kilkanaście albumów. Który z nich uważasz za najważniejszy?
    - Myślę, że "Suffer" (z 1988 roku - przyp. wk) był takim punktem zwrotnym, bo scena akurat zamarła, niewiele było muzyki punkowej, my właśnie wtedy wydaliśmy ten album i utorował on drogę wielu zespołom. Przyszło to nam bardzo naturalnie... Podejrzewam, że "No Substance" będzie w przyszłości podobnie oceniane, bo teraz w punku nic się nie dzieje i wielu słuchaczy straciło serce do tej muzyki. A nasz album jest tak wyjątkowy, tak łatwo się go słucha, jest tak napakowany melodiami... Podejrzewam, że przyciągnie wielu ludzi, a oni uznają tę płytę za punkt zwrotny w naszej karierze (śmiech).
    - Czy możesz mi powiedzieć, jakie były twoje muzyczne upodobania w 1980 roku, gdy wraz z Brettem Gurewitzem zakładałeś Bad Religion?
    - Były podobne jak dziś. Kiedy zakładem zespół miałem 15 lat, teraz mam 33. Zresztą styl naszej muzyki ciągle jest podobny, choć upłynęło już tyle czasu... Byliśmy pod wpływem wielu amerykańskich zespołów jak The Ramones (wiadomo, co grają - przyp. wk), Dead Boys (wybuchowi punkowi nihiliści z Cleveland, szczególnie znani z longplaya Young Loud & Snotty z 1977 roku - przyp. wk), Germs (jedna z pierwszych i najostrzejszych grup punkrockowych z Los Angeles, dowód: płyta Gi z roku 1979 - przyp. wk), The Adolescents (punkowo-hardcore'owa legenda Zachodniego Wybrzeża, najważniejszy album: Adolescents z 1981 roku - przyp. wk.) i paru z Anglii jak Sham 69 (wiadomo... - przyp. wk) i Stiff Little Fingers (nie pozbawieni humoru punkowcy z Irlandii - przyp. wk). Te, które wymieniłem, nadal należą do naszych ulubionych. Ciągle słucham tych płyt, bo są takie cudowne...
    - W pisemku "Bad Times", wydawanym przez wasz zespół, napisałeś: W punku nie chodzi o rajcujący wygląd. Nie chodzi o to, by być popularnym. To ruch z charakterem, który tworzą muzycy, odrzucający powszechnie przyjęte dogmaty. Czy nadal - mimo upływu lat i tytułów naukowych - czujesz się punkiem?
    - Tak. Myślę, że to część mojej natury - kwestionować obowiązujące dogmaty.... I nie sądzę, żeby to miało jakikolwiek związek z wiekiem... Jak by na to nie patrzeć: punkowa moda przyciąga głównie dzieciaki. Ale moda mnie nie obchodzi, ważne są dla mnie idee.
    - Wasza grupa bywa zaliczana do hardcore'u. Kiedyś pod tym terminem rozumiano ostry amerykański punk rock w rodzaju Dead Kennedys. W ostatnich latach do tak nazywanego nurtu bywają zaliczane bardzo różne zespoły: od Fugazi poprzez Bad Brains po Biohazard. Czym jest według ciebie hardcore?
    - Trudno mi to wyjaśnić. To tak jakby poprosić jednego z wielkich malarzy impresjonistów, żeby zdefiniował impresjonizm. Nie myślę, aby impresjoniści znali się na ruchu, do którego należeli. Uprawiali sztukę - i tyle. Jestem kimś, kto lubi pisać prowokujące piosenki, a niektóre z nich są pełne energii. I zawsze są to piosenki bardzo melodyjne... I jeżeli na tym polega hardcore - jestem dumny będąc jego częścią.

    WIESŁAW KRÓLIKOWSKI