| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |



Jeden z "rocznicowych" wywiadów z Jayem Bentleyem dla brytyjskiego serwisu muzycznego Room Thirteen.


  • 18 maja 2010

    W tym roku przypada 30. rocznica działalności legendarnej i niezwykle wpływowej grupy punk rockowej, Bad Religion. Aby uczcić tę rocznicę, zespół zdecydował się na wydanie nowego albumu koncertowego "30 Years Live" - za darmo. 18 maja, w dniu wydania albumu, Room Thirteen rozmawiał z basistą i jednym z założycieli zespołu, Jayem Bentleyem, o 30-letniej historii Bad Religion, ich nadchodzącym krążku studyjnym i letniej trasie po Wielkiej Brytanii.

    R13: Dzięki za mój egzemplarz nowej koncertówki, którą dzisiaj ściągnąłem. Dlaczego zdecydowaliście się wydać album za darmo?

    JB: Graliśmy serię koncertów w House of Blues w Los Angeles i Santiago i myśleliśmy o tym, żeby streamować te występy na żywo. Było z tym więcej roboty niż chcieliśmy, więc stwierdziliśmy, że olać to - lepiej będzie ustawić mikrofony i wszystko nagrać. [Śmiech] Pomyśleliśmy więc, że zrobimy album i rozdamy go, bo to trzydzieści lat.

    R13: W tym roku Bad Religion świętuje trzydzieści lat istnienia. Jakie to uczucie, dotrzeć tak daleko?

    JB: Nie wiem, będę musiał się zatrzymać i spojrzeć wstecz. Mogę spojrzeć na kalendarz i powiedzieć "Tak, OK, to się dzieje naprawdę", ale z pewnością tak tego nie odczuwam. To nie było długie ani żmudne, tylko fajne.

    R13: Co było dla zespołu główną motywacją, która sprawiła, że przetrwaliście?

    JB: Głównie to, że naprawdę lubimy ze sobą grać, i nie chodzi mi o nic dziwnego. Wszyscy graliśmy w innych zespołach i robiliśmy inne rzeczy, ale wszyscy stwierdziliśmy, że nic z tego nie brzmi tak dobrze jak Bad Religion. Kiedy zbieramy się wszyscy i gramy w małej sali prób, dzieje się coś, co wszyscy lubimy. To elektryczne uczucie, można to po prostu poczuć. W pewien dziwny sposób jest to uzależniające. Odszedłem na kilka lat i nie mogłem od tego uciec. Niesamowicie mi tego brakowało.

    R13: Czy pamiętasz dlaczego ty i reszta zdecydowaliście się założyć zespół trzydzieści lat temu?

    JB: Brett [Gurewitz, gitarzysta] i pierwszy perkusista, Jay Ziskrout, byli w zespole Quartz i grali bardziej New Wave niż punka. Brett chciał założyć zespół bardziej punk rockowy, więc odeszli i spotkali na imprezie Grega Graffina. Ja i Greg byliśmy w szkole przyjaciółmi. To była chyba końcówka 1979 roku; mieliśmy krótko obcięte włosy ufarbowane na czarno i nosiliśmy koszulki z obciętymi rękawami, więc byliśmy jedynymi punkami w szkole. Więc założyliśmy kapelę punk rockową. [Śmiech] Po prostu chcieliśmy to robić. W ten sposób nie musieliśmy przesiadywać w szkole i obrywać. Mogliśmy po prostu iść do garażu Grega Graffina po szkole i pisać piosenki.

    R13: Czy nadal masz takie same odczucia względem punk rocka jak wtedy?

    JB: Ja tak, ale sądzę, że reszta świata nie. Jestem brutalnie świadom tego, że fascynacja i strach nie są już częścią punk rocka; teraz jest to w pewnym sensie pokazywanie palcem i śmianie się. Jednak twierdzę, że ogólna ideologia i przesłanie pozostają niezmienne i nie mają wiele wspólnego z modą. To było coś w stylu anty-ideologii. Typowy rock and roll buntuje się na sposób ekstremalny. Wyniosłem z niego umiejętność wcielania tego w życie, nie tylko w piątkowe i sobotnie wieczory.

    R13: Bad Religion często przypisuje się wynalezienie melodyjnego punka. Zgadzasz się z tym?

    JB: [Śmiech] Zaprzeczam temu całkowicie. Bad Religion powinno się przypisywać zapożyczenie melodyjnego brzmienia hardkorowego. Wiele zespołów w Południowej Kalifornii tworzyło muzykę, tylko że nie utrzymały się razem na tyle długo, żeby nagrać płytę. Aż do końcówki lat 80-tych nie miały na nic wpływu.

    R13: Czy dostrzegasz wpływ Bad Religion na muzykę innych?

    JB: Czasami. Myślę, że przez pewien krótki okres czasu było wiele więcej zespołów, które brzmiały dla mnie zupełnie jak my. To kiedyś było i przeminęło. Wciąż jest kilka kapel o hardkorowym brzmieniu rodem z wczesnych lat 80-tych Południowej Kalifornii, ale niezbyt wiele.

    R13: Bad Religion istnieją prawie tak długo, jak sam punk. Jak twoim zdaniem zmieniła się muzyka przez te lata?

    JB: Wciąż możesz znaleźć kapele punkowe, które brzmią tak jak w 1978, tylko że nie są najbardziej popularne, więc myślę że ta muzyka przetrwała. Wydaje mi się, że koncepcja punka i popularność zespołów używających słowa "punk" zmieniły pogląd ludzi na tę muzykę. Ona wciąż istnieje i jest to energiczna scena. Nadal jest naprawdę aktywna, z tym że nie jest to już punk '77. Moje dzieci mają osiemnaście i szesnaście lat i kiedy ja mówię punk rock, ich umysł nie wraca do 1977 i The Clash. Mój tak. Oni prawdopodobnie myślą o Blink-182.

    R13: Czy uważasz, że muzyka Bad Religion również bardzo się zmieniła przez ten czas?

    JB: Mam taką nadzieję, w sensie mam nadzieję, że jesteśmy dojrzalszymi muzykami. Wtedy, kiedy miałem piętnaście lat, byłem bardzo niezdarny i grałem po prostu tak szybko, jak umiałem. Nagrywamy nową płytę, która jest naprawdę szybka, ale mam nadzieję, że gram trochę lepiej, że proces pisania piosenek ulepszył się i że warstwa tekstowa jest dojrzalsza. Zamiast "f**k the first lady" - coś odrobinę bardziej odpowiedniego. [Śmiech]

    R13: Co było najważniejszym momentem bycia w Bad Religion?

    JB: To trudne pytanie. Wszystko, co się działo, utwierdzało nas w pokorze. Nie potrafię wymienić jakiegoś najważniejszego momentu. Myślę, że skoro jednak jakiś był, to co do cholery ja tutaj robię? To jutro powinien być najważniejszy moment. Zawsze myślę, że najlepsze rzeczy są jeszcze przed nami. W przeciwnym razie jest się w ciągłym stanie oddalania się od najlepszego momentu w życiu.

    R13: Czy był kiedyś moment załamania?

    JB: Prawdopodobnie rok 2000. Wtedy naprawdę odbiliśmy się od dna. Odpadliśmy z naszej wytwórni, odszedł nasz perkusista i chyba nigdy nie byliśmy tak blisko spakowania manatków. Myślałem wtedy, że się wypaliliśmy.

    R13: Jak sobie z tym poradziliście?

    JB: O dziwo, zaczęło się od telefonu od Bretta Gurewitza. [Śmiech] Odszedł z zespołu w 1994, zadzwonił do mnie i powiedział: "Chłopaki, musicie nagrać naprawdę dobry album". Roześmiałem się i odparłem: "Jasne, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić". Wtedy zapytał mnie czy pamiętam trzynasty album studyjny Ramones. Powiedziałem, że nie, a on na to: "Ja też nie, a jestem zagorzałym fanem Ramones". Zrozumiałem, o co mu chodzi. Prawda była taka, że nie mieliśmy perkususty i ani wytwórni, więc wylądowaliśmy z powrotem w Epitaph z Brettem i Brooksem Wackermanem [obecny perkusista]. To był dla zespołu nowy początek i tak oto sobie poradziliśmy.

    R13: Czy masz ulubiony album Bad Religion?

    JB: Mam chyba kilka. Z całą pewnością mam słabość do "Suffer", ponieważ wiem jak był robiony, dlaczego był robiony i kiedy był robiony. Bardzo podobało mi się nagrywanie ostatnich trzech płyt, ponieważ teraz pracuje się nam naprawdę dobrze. Wszyscy dobrze bawimy się w studio, nie ma prawdziwej presji żeby najlepiej grać albo nagrać najlepszy album na świecie. Robimy muzykę, którą kochamy. Uważam, że to najlepszy materiał jaki kiedykolwiek zrobiliśmy i to chyba wystarczy.

    R13: W tej chwili pracujecie nad nowym albumem. Jak przebiega praca?

    JB: Naprawdę dobrze. Jesteśmy chyba gdzieś w połowie. Jak to zwykle u Bad Religion, piosenki idą razem. Wymieniamy się pomysłami na tytuł albumu i wizualizacje. Tak właśnie robiliśmy przez trzydzieści lat. Prawdopodobnie w ostatniej chwili wymyślimy tytuł płyty i jakąś grafikę, dopniemy wszystko i płyta wyjdzie. [Śmiech]

    R13: Czego ludzie mogą się po niej spodziewać?

    JB: W tej chwili mogę powiedzieć tylko tyle, że jest cholernie szybka. [Śmiech] Nie mówię, że cała, ale te szybkie numery są jednymi z najszybszych, jakie kiedykolwiek nagraliśmy. Podoba nam się to.

    R13: Gdybyś miał to porównać z materiałem, który robiliście w przeszłości?

    JB: Kiedyś o dziwo słyszałem, jak Greg i Brett mówili, że skoro nasze trzy ostatnie płyty były niczym "Suffer", "No Control" i "Against the Grain" lat 2000-nych, to ta płyta będzie jak "Recipe for Hate". Powiedziałem, że opuścili "Generator", a Brett na to, że to celowe. Z drugiej strony, kiedy słucha się tego materiału, jest to pewna mieszanka "Generatora" i "Recipe for Hate". Na tym albumie będzie wiele rzeczy, które zaskoczą ludzi.

    R13: Bad Religion będą grać w sierpniu w Wielkiej Brytanii. Czy setlista ogarnie całą 30-letnią historię zespołu?

    JB: Mam nadzieję. Na festiwalach nie będziemy mieć tyle czasu ile mieliśmy [w Stanach] na granie Trzydziestu Piosenek z Trzydziestu Lat, bo to zabrałoby nam półtorej godziny. Zawsze staram się, żeby lista piosenek obejmowała wszystko, ale zazwyczaj przegapiam jedną czy dwie płyty. Zresztą zawsze znajdzie się ktoś, kto powie nam, że nie zagraliśmy danej piosenki. Mamy dwieście osiemdziesiąt utworów, nie możemy zagrać wszystkich. [Śmiech]

    R13: Na jakich festiwalach będziecie tutaj grać?

    JB: Cieszymy się, że wystąpimy na Rebellion Festival w Blackpool. Potem mamy kilka swoich koncertów w kraju, z czego jeszcze bardziej się cieszymy. Chyba chwilę nas tam nie było.

    R13: Będziecie grali też jakieś nowe utwory?

    JB: Może. Graliśmy kilka nowych piosenek [w Stanach] podczas naszej rocznicowej trasy. Zobaczymy. Jeszcze za wcześnie, żeby coś powiedzieć. Nie będziemy wiedzieć, dopóki nie zjawimy się na miejscu.

    R13: Czy myślisz, że będziemy świętować 40. rocznicę istnienia Bad Religion w 2020?

    JB: [Śmiech] Nie. Tak. Nie wiem. Dlaczego nie, ale zawsze mówiliśmy sobie, że w momencie, w którym nie będzie nas to już bawiło albo nie będziemy już niczego wnosić to kończymy, i nie będzie to jakieś długie, przewlekłe pożegnanie. Powiemy po prostu: "To wszystko, skończyliśmy". Na razie wiem tyle, że wciąż nas to bawi, że wciąż gramy muzykę, którą kochamy i nie mamy poczucia, że musimy cokolwiek robić. My po prostu chcemy to robić. Mentalnie nigdy nie byliśmy w tak dobrym momencie, a fizycznie, nie wiem. Jeszcze dziesięć lat? [Śmiech] Fat Mike [z NOFX] mówi, że kiedy my się rozpadniemy, oni będą grać jeszcze przez pięć lat, bo są od nas o pięć lat młodsi. Więc nie rozpadniemy się, póki oni istnieją. [Śmiech]