| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |



Wywiad z Brettem Gurewitzem dla Alternative Press Magazine, przeprowadzony przez Roba Ortenzi. Rozmowa głównie na temat "New Maps of Hell Deluxe", pisania piosenek oraz domniemanego kolejnego albumu.


  • 9 lipca 2008

    Przez te lata nie było zbyt wielu akustycznych nagrań Bad Religion. Nie przepadacie za nimi, nigdy nie przyszło wam to do głowy, czy był jakiś inny powód?

    Jesteśmy zespołem punkowym, to nie nasz styl. To nie jest coś, co normalnie robimy.

    W takim razie skąd ten pomysł?

    Właściwie nie jestem pewny, kiedy pierwszy raz o tym pomyśleliśmy. Greg i ja zawsze tworzyliśmy piosenki na gitarze akustycznej lub pianinie. Zawsze dobrze się bawimy grając razem na gitarach akustycznych, czy to utwory Neila Younga, czy Bad Religion. Gramy i nucimy razem dla zabawy. Nie tak dawno temu wyprodukowałem solowy album Grega, "Cold as the Clay", który w żaden sposób nie przypomina Bad Religion. Zawiera tradycyjną amerykańską muzykę folkową i nowe kompozycje Grega, które są raczej dopełnieniem tego stylu, niż wpasowaniem się w niego. Ale z całą pewnością nie brzmiało to jak akustyczne kompozycje Bad Religion. Podobało nam się to i chyba właśnie wtedy wpadliśmy na pomysł, żeby nagrać w ten sposób nasze piosenki.

    Jak powstawały te akustyczne utwory?

    W ten sam sposób, w jaki piszemy numery Bad Religion. Proces ten wygląda zazwyczaj tak, że Greg lub ja siadamy, komponujemy utwór akustycznie, układamy teksty, wersy, refreny, potem nagrywamy elektryczne demo, przedstawiamy je reszcie zespołu i przerabiamy je na piosenkę. Nikt nigdy nie słyszy tych akustycznych wersji, chyba że piosenka jest naprawdę popularna; wtedy zdarzy nam się zagrać ją na przykład akustycznie na żywo. W przypadku fana najpierw słyszy się elektryczną wersję, potem może uda się usłyszeć akustyczną, przynajmniej jeśli chodzi o Bad Religion. Pomysł był więc taki, żeby skomponować jakieś nowe utwory, nagrać je najpierw akustycznie, przedstawić je fanom, a dopiero potem, przy nagrywaniu kolejnego albumu, zrobić z nich wersje elektryczne. Jest to dla mnie ciekawy pomysł, ponieważ w ten sposób fan zagłębia się w nasz sposób pisania piosenek. Najpierw dostaje akustyczną wersję, a potem może powiedzieć, że bardziej podoba mu się wersja elektryczna lub oryginalna. Odwróciliśmy ten proces.

    Więc te nowe utwory pojawią się w formie nagranej w pełnym składzie na następnym albumie Bad Religion?

    Nie mówię jeszcze, że tak będzie, ale taki był pomysł. Jeśli nie wyjdą dobrze to chyba nie będziemy chcieli ich tam zamieszczać. [śmiech] Myślę, że jedna czy dwie na pewno się tam znajdą i szczerze mówiąc sądzę, że elektrycznie będą brzmieć świetnie.

    Czy myślisz, że Gregowi łatwiej było uporać się z tymi uproszczonymi wersjami piosenek po tym, jak nagrał solowy album?

    Nie wydaje mi się, że ma to z tym cokolwiek wspólnego. Greg i ja zawsze pisaliśmy utwory akustycznie. Skomponowałem "Stranger Than Fiction" i "Skyscraper" na pianinie w moim salonie, ale nigdy nie przypuszczałem, że zostaną one w taki sposób wypuszczone. Greg stworzył wiele swoich najlepszych piosenek na gitarze akustycznej lub pianinie, więc jest to w zasadzie naszą drugą naturą. Robimy to od lat; po prostu nigdy nie robiliśmy tego w takiej kolejności.

    Czy zespół weźmie kiedyś pod uwagę trasę akustyczną?

    Mam nadzieję, że nie. Mamy demokrację, więc... [śmiech] Ja powiedziałbym nie. Osobiście nie chciałbym tego zobaczyć. To moje zdanie. Ludzie mają inne.

    Więc uważasz, że więcej daje wam występ w pełnym składzie?

    Tak, jesteśmy w końcu zespołem punkowym. Nie uważam, że powinniśmy zagrać akustyczną trasę. Jedna czy dwie piosenki są w porządku.

    Ale czy nie wydaje ci się, że dzięki występowi akustycznemu wasze przesłanie zostałoby łatwiej odebrane?

    Nie, właściwie myślę, że byłoby to mniej efektywne, ponieważ to przesłanie byłoby bardziej łagodne. Być może jesteśmy starzy i w nienajlepszej kondycji [śmiech], ale wciąż gramy punk rocka. Powiedziałbym, że agresja jest znaczącym elementem samego przesłania.

    Wielu ludzi, którzy kupili pierwsze wersje albumu czuje się nieco porzuconych, kiedy rok później widzą tę dodatkową zawartość, której nie dostali za pierwszym razem. Ale zauważyłem, że przynajmniej akustyczne utwory z "New Maps of Hell Deluxe" dostępne są w różnych sklepach muzycznych online. Jako szef wytwórni, czy uważasz że wszystkie zespoły powinny umożliwić swoim wiernym i uczciwym odbiorcom taki sposób nabycia tej zawartości, który nie wymagałby kupowania całego albumu dwa razy?

    Tak, z całą pewnością. Właśnie dlatego to zrobiliśmy. Jeśli ludzie chcą piosenek... Naprawdę, jeśli ktoś dziś uważa, że wytwórnia rzuca kłody pod nogi, to jest to po prostu śmieszne. Wszyscy upadamy. Każdy może mieć wszystko co robimy za darmo. [śmiech] Nikt nie lubi pośredników, wszyscy nienawidzą wytwórni płytowych; mojej może mniej, niż innych. Ale prawda jest taka, że cały materiał jest dostępny na iTunes, Rhapsody czy gdziekolwiek indziej, a także na PirateBay. [śmiech] Mądre dzieciaki mogą mieć to wszystko za darmo, łącznie z DVD, przez torrenta. Oczywiście dzieciaki, które chcą kupować muzykę też są mądre, żeby nie było niejasności. Uważam że zespoły, które ciężko pracują nad muzyką i płytami powinny być w stanie sprzedawać swoją muzykę za uczciwą cenę.

    Czy DVD będzie można kupić osobno?

    Nie. Ale jeśli nawet nie można dostać tego krążka osobno, to będzie on prawdopodobnie dostępny za darmo dla każdego na PirateBay lub innych stronach typu TorrentSpy.

    Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że Epitaph zachęca do...

    Cóż, ja tylko... Nie jestem przeciwko jeśli ktoś jest spłukany. Jeśli są fani, którzy mają do wydania pieniądze, zespół jest dla nich ważny, uważają, że Deluxe to świetna rzecz i chcą to mieć jako upominek, to powinni kupić płytę.

    Przynajmniej jeśli chodzi o plakaty to nie można ich wydrukować, chyba że chce się naprawdę wyskoczyć z kasy.

    W zestawie jest książeczka, DVD, CD, akustyczne utwory... Myślę, że jest za co zapłacić taką cenę.

    Czy myślałeś o tym, żeby wyjechać w trasę z Bad Religion poza Kalifornię, czy nie pozwalają ci na to sprawy związane z wytwórnią?

    Przede wszystkim muszę utrzymywać swój status "niekoncertującego członka zespołu". Wziąłem to w cudzysłów, ponieważ raz na wielki czas opłaca mi się jechać gdzieś z zespołem. Dla przykładu, muszę latać do Japonii raz czy dwa razy w roku w interesach, a jest to tak długi lot, że próbuję skoordynować to z wyjazdem całego zespołu. Ale przede wszystkim Epitaph jest dla mnie pełnoetatową pracą, lub nawet czymś więcej.

    Podobno wasz nowy album ma zostać nagrany i wypuszczony w 2009, zaledwie dwa lata po "New Maps of Hell", w przeciwieństwie do 3-letniej przerwy między "Mapami" i "The Empire Strikes First" z 2004. Z czego wynika to przyspieszenie?

    Przede wszystkim nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca. Wynika to z tego, że jesteśmy ambitnym zespołem. Wypuszczaliśmy płytę co roku między 1987 a 1994 - siedem albumów. Lubimy to robić. Kiedy byłem dorastającym dzieciakiem i fanem, zespoły wydawały albumy co roku. Pisanie piosenek było częścią bycia muzykiem. My ciągle pisaliśmy i ciągle wydawaliśmy płyty. 13 miesięcy to chyba nie jest krótko dla fana. Jeśli jestem fanem jakiegoś zespołu, pochłaniam chciwie jego album i jestem gotowy na więcej po sześciu miesiącach. Zadaniem zespołu jest wypuszczanie płyt, a nie wieczne czekanie. Jest to coś, co robi się dla fanów i dla siebie samego, jako artysty. Zobaczymy, czy uda nam się to zrobić. Jestem bardzo zajęty w Epitaph, a Greg wykłada teraz na UCLA, więc nie jest już tak łatwo jak kiedyś znaleźć czas, zrobić dobrą robotę i stworzyć jeden album na rok. Dobrze by było, gdyby nasz album pojawiał się co dwa lata i mam nadzieję, że nam się to uda.