| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |



Wywiad z Jay'em dla Complete Radio Control - do poczytania i obejrzenia.


  • kwiecień 2008

    Prowadzący: Kiedy zakładaliście zespół, czy spodziewaliście się, że będziecie w Bad Religion przez 20 lat?

    Jay: Nie. Kiedy zbieraliśmy się w garażu Graffina i zakładaliśmy zespół chcieliśmy po prostu zobaczyć, co z tego będzie. Potem mieliśmy kilka piosenek. Pamiętam jak przyszło do nas kilkoro przyjaciół z Doliny i zagraliśmy dla nich 6 czy 7 piosenek. Zapytałem ich, czy powinniśmy je nagrać. Pytaliśmy ich, a oni mówili, że jasne i zastanawiali się, ile to wszystko trwało, z 15 minut? Pomyśleliśmy, że zrobimy taśmę demo. Zrobiliśmy demo, daliśmy taśmę Hetsonowi, Hetson zabrał ją do Rodney on the KROQ gdzie ją puszczono, a potem ludzie mówili, że ją słyszeli i że jest niezła. To wszystko samo się potoczyło; nigdy nie wychodziliśmy z założenia, że będziemy najlepszą kapelą na świecie.

    Prowadzący: Czy te spotkania były dla was jakimś ujściem?

    Jay: To było ujście i miejsce, w którym można było się skryć, bo w latach 80-tych bycie w kapeli punk rockowej nie było cool.

    Prowadzący: Przybliż nam trochę szczegółów.

    Jay: Można było łatwo oberwać. Dużo uciekaliśmy.

    Prowadzący: Więc w końcu zaszyliście się w garażu?

    Jay: Właściwie po szkole od razu szliśmy do garażu Graffina z naszym beznadziejnym sprzętem, gdzie pisaliśmy i graliśmy piosenki i nie wychodziliśmy na zewnątrz.

    [Grains of Wrath]

    Prowadzący: W ciągu tych 28 lat pojawiło się tyle różnych stylów muzycznych, niektóre z nich znikły, tyle różnych gatunków stało się popularnych; w latach 80-tych była scena metalowa, w 90-tych był grunge, teraz jest emo, screamcore, ale Bad Religon zawsze pozostało to samo. Kiedykolwiek szło się na koncert BR czy kupowało się płytę człowiek wiedział, czego może oczekiwać. Jak to zrobiliście?

    Jay: Myślę, że udało nam się to dlatego, że byliśmy zbyt naiwni żeby wiedzieć, co jest popularne - jeśli to ma jakiś sens. Ja, Brett i Brooks orientujemy się w tym, co jest popularne teraz, ale to nigdy nie wpłynęło na to, co robimy w Bad Religion. Jeśli nawet robiliśmy covery, na przykład coverowaliśmy numer Davida Bowie, w ciągu pięciu minut brzmiał on jak my. Właśnie tak to robimy; nie ważne, jaka to była piosenka. Jeśli nawet Graffin przyszedł i powiedział, że napisał uroczy utwór na pianinie, mówiliśmy "dawaj to!" i od razu to rozwalaliśmy - w ten sposób robiło się z tego Bad Religion. Po jakimś czasie po prostu przestaliśmy myśleć o tym, co się dzieje na zewnątrz, co jest popularne. Jeśli chodzi o Epitaph to wiedzieliśmy, że jeśli podpiszemy kontrakt z jakimś zespołem, który brzmi jak coś, co jest popularne w tej chwili, to do momentu, w którym wypuści on album, to przestanie już być popularne. Wiedzieliśmy o tym, bo dzięki Epitaph wiedzieliśmy, że cały ten interes to gówno.

    [Grains of Wrath]

    Jay: Ludzie mówią, że bardzo chcieliby znaleźć się za kulisami na koncercie. Chciałoby się im powiedzieć, że są tam tylko dwa brudne, zapchlone łóżka i wymiociny w kącie. Będąc za kurtyną wydaje ci się, że jest tam złoto, czekolada, miód i nagie dziewczyny, ale rzeczywistość jest zupełnie inna, niż się wydaje. Mimo to jest to najlepsza praca, jaką można mieć. To kompletne szaleństwo; żadna normalna osoba nie powiedziałaby, że to jest super!

    Prowadzący: Myślisz, że to dlatego to robicie? Jest to jedyna rzecz, jaką znacie, więc jeśli mielibyście przestać i zetknąć się z normalną pracą od 9 do 17, bez podróżowania - myślisz, że zatęsknilibyście za tym od razu?

    Jay: Ja w pewnym momencie przestałem, w 1984 roku. Sprzedałem swój sprzęt, miałem zamiar nigdy już nie grać i zupełnie od tego odejść. Dostałem pracę, pracowałem przez jakieś 3,5 roku w warsztacie i codziennie uświadamiałem sobie, że naprawdę mi tego brakuje. To jakiś szalony pociąg, uzależnienie. Grałem w mnóstwie innych zespołów, ale w Bad Religion dzieje się coś magicznego kiedy gramy. Nie wiem, co to jest, nie potrafię tego opisać, ale grałem w innych zespołach i tam tego nie ma. Kiedy siedzimy w sali próbnej, która jest niewiele większa od tego pomieszczenia i gramy, jest świetnie, wyciskamy z siebie wszystko, włosy stają na karku - i to jest właśnie to. Potem pojawia się perspektywa grania dla innych ludzi i budzi to w nas pokorę. To prawdziwy zaszczyt, że ktoś nas prosi o to, żebyśmy przyjechali do Orlando, Niemiec czy Japonii i grali dla ludzi. Kiedy się nad tym zastanowisz, trudno w to uwierzyć.