| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |



Krótki wywiad z Jay'em przeprowadzony podczas trasy Warped Tour przez Daniela Durchholza.


  • 8 sierpnia 2007

    "W pewien sposób może się wydawać, że Warped Tour zostało stworzone specjalnie dla nas" - mówi basista Bad Religion, Jay Bentley. Zespół weteranów punk rocka z Południowej Kalifornii, uformowany w 1980 roku, przez niektórych może być uważany za zbyt stary na całodzienny, skierowany do młodzieży, ruchomy festiwal, na którym grają dziesiątki zespołów i który oferuje mnóstwo pozamuzycznych atrakcji. Jednak Bentley ma rację mówiąc, że Bad Religion było obecne przy tworzeniu się takich zjawisk jak skateboarding, snowboarding, motocross czy jeżdżenie na BMX-ach - czyli czynności, które towarzyszą Warped Tour od lat. Bentley: "Warped Tour prezentuje styl życia bardzo podobny do tego, który prezentowaliśmy w 1980 roku, kiedy grało Bad Religion i Social Distortion, a Lords of Dogtown jeździli na deskach w pustych basenach. Ale nikomu nie można o tym powiedzieć. Kiedy patrzysz na tych ludzi na koncercie i mówisz "Tak, w 1980..." widzisz, jak szklą im się oczy, a potem słyszysz "Urodziłem się w 1987..." Bad Religion aktualnie przebywa na swojej czwartej trasie Warped Tour. Kiedy wcześnie rano rozmawiałem z Jay'em przez telefon powiedział, że jest pewny, że są w Ceveland; takie są uroki podróżowania. Jay podzielił się swoimi refleksjami na temat trasy i kondycji zespołu, którego najnowszy album to "New Maps of Hell".

    W jaki sposób Warped Tour różni się od innych festiwali?
    Zasadnicza różnica jest taka, że te koncerty prezentują pewien styl życia, zamiast grupy zespołów z najlepszej dziesiątki. Ozzfest też jest w tym stylu, też go lubię. Ale jeśli na Warped trafi się jakiś zespół, który plasuje się w najlepsze pięćdziesiątce, to ma wyjątkowe szczęście. Tutaj wybiera się takie zespoły, które prezentują alternatywny styl życia, a nie super hity.

    Bad Religion to zespół zaangażowany w politykę. Jak to się ma w stosunku do innych kapel na Warped?
    Pod tym względem zdecydowanie się od nich różnimy. Wyrośliśmy ze szkoły myślenia z czasów Black Flag i The Germs; chcieliśmy wstać i mieć coś do powiedzenia, zamiast krzyczeć coś o swojej dziewczynie lub o czymś pospolitym.

    Czy jakieś zespoły na Warped robią na tobie wrażenie?
    Mam zamiar zobaczyć występ Coheed and Cambria. Jeśli chcesz zaszaleć, to na całego, a oni nie udają niczego, czym nie są. To najbardziej ożywcza rzecz na tej trasie.

    Polityczne i religijne poglądy waszego wokalisty, Grega Graffina, wyrażone są w bardzo mocny sposób w waszych piosenkach. Czy przed przyjęciem do Bad Religion trzeba przejść jakiś specjalny, intelektualny test?
    Nie. Wydaje mi się, że poziom IQ w tym zespole waha się między 150 a 80. Jeśli chodzi o wierzenia, to mamy tu osoby takie jak ja, które wierzą w czynnik wyższy, oraz osoby takie jak Greg, które są totalnymi ateistami-naukowcami i mówią "Nie uwierzę ci, póki mi tego nie udowodnisz". Myślę, że dzięki temu trwa Bad Religion; zamiast sześciu podobnych indywidualistów, mamy tu sześciu ludzi z wielkimi pytajnikami nad głowami, zastanawiającymi się, co dalej.

    Graffin to profesor uniwersytecki, a gitarzysta Brett Gurewitz prowadzi waszą wytwórnię płytową, Epitaph. Czy to sprawia, że zespół jest spychany za daleko w tło?
    Tak - i dokładnie tam jest jego miejsce. To hobby. Robimy to, bo sprawia nam to radość, lubimy to. Jest tak od czasu, kiedy mieliśmy po 15 lat. Każdy zajmuje się swoimi sprawami, a potem się zbieramy i dobrze się bawimy. Większość czasu poświęcam na moje najważniejsze zadanie, czyli staranie się, żeby moje dzieci nie miały nic wspólnego z więzieniem. To tylko zespół, a nie lek na raka.