| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |



Dlugi wywiad z Brettem Gurewitzem i Gregiem Graffinem przeprowadzony przez Tony'ego Pascarella. Od metafizyki do dinozaurow z kaczym dziobem. Goraco polecam!


  • 22 czerwca 2007

    Trudno jest napisać wstęp do takiego wywiadu. Bad Religion istnieje od 1980 roku; zespół przeszedł zmiany w składzie, zmiany wytwórni i ćwierć wieku koncertowania; czas ten przyniósł 14 albumów i 3 EPki, a wszystko to jest kamieniem węgielnym, na którym zbudowany jest punk rock. Niemal każdy współczesny punkowy (i nie tylko) zespół może wyśledzić swoje korzenie w muzyce Bad Religion. Przeprowadzenie tego wywiadu to dla mnie zaszczyt.
    Profesor Greg Graffin, frontman zespołu, wykłada na pół etatu nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Kalifornijskim. Stopień profesora otrzymał na Uniwersytecie Cornell w dziedzinie paleontologii ewolucyjnej. Jego praca naukowa została opublikowana; Greg jest także współautorem (obok Prestona Jonesa) książki "Is Belief In God Good, Bad, or Irrelevant?: A Professor and a Punk Rocker Discuss Science, Religion, Naturalism & Christianity" [Czy wiara w boga jest dobra, zła, czy bez znaczenia? Profesor i punkowiec o nauce, religii, naluralizmie i chrześcijaństwie].
    Brett Gurewitz to główny gitarzysta Bad Religion. W 1981 roku założył jedną z największych, niezależnych wytwórni płytowych, Epitaph, w celu wypuszczenia nagrań Bad Religion. Od tamtego czasu Gurewitz współpracował z wieloma zespołami, m.in. z Rancid, Pennywise, The Pietasters, NOFX, No Use for a Name, i oczywiście, z Bad Religion. Jest także producentem solowego albumu Graffina, "Cold as the Clay".


    Czego możemy się spodziewać po nowym albumie, jeśli chodzi o stylistykę i tematykę?
    Brett: Jeśli chodzi o styl, usłyszycie klasyczne utwory Bad Religion, które mogłyby pochodzić z ery "No Control"/"Against the Grain", oraz pewne utwory eksperymentalne, które mają takie brzmienie, jakiego jeszcze nigdy nie próbowaliśmy. Kilka piosenek jest bardzo agresywnych, i kilka trochę popowych. Nazwaliśmy ten album "New Maps of Hell", ponieważ podoba nam się koncepcja map - chcieliśmy złożyć hołd naszym korzeniom, jak również odkrywać nowe tereny.

    Rozumiem, że na nowym albumie nie będzie nic bezpośrednio dotyczącego wojny w Iraku?
    Greg: To prawda. Chyba już wypowiedzieliśmy się na ten temat na poprzednim krążku. Nie ma już niczego, co można by dopowiedzieć, z artystycznego punktu widzenia. Tradycyjnie nasz zespół krytykuje powszechną czy popularną opinię jako nie do końca przemyślaną, więc wojna była naszym oczywistym celem. Jednak wciąż żyjemy w społeczeństwie, które niewiele myśli. Po wojnie zostały nam jej społeczne konsekwencje i to właśnie nimi zajmujemy się na tym albumie. Myślę, że najbardziej oczywistym przykładem jest utwór "Fields of Mars". Poza tym krytykujemy tradycyjne problemy społeczne spowodowane myśleniem religijnym, mentalnością grupy i gangu, które nie jest myśleniem globalnym ani zrównoważonym.

    Czy przywykliście do Myspace i cyfrowego wieku jako zespół?
    Greg: Jak najbardziej. Chciałbym mieć więcej przyjaciół. Jestem nawet popularny, ale biorąc pod uwagę fakt, że jestem w legendarnej kapeli punkowej, można by pomyśleć, że powinienem mieć więcej przyjaciół. Jeśli ktoś chce wysłać mi zaproszenie, to super. Poza tym, jeśli dzieciaki skomentują moje zdjęcie, to ja skomentuję ich zdjęcie. Wiele razy dostaję tylko wiadomość lub zaproszenie, ale to właśnie komentarze do zdjęć rozjaśniają mój dzień.

    Więc siedzisz tam podczas zajęć, oceniasz prace i komentujesz na Myspace?
    Greg: Na UCLA zabawne jest to, że całe ocenianie ma miejsce online. Trzeba tylko najechać kursorem na numer studenta i wyskakuje jego zdjęcie. Na Myspace jest podobnie; ocenia się zdjęcia, są profile. Każdy student też ma swój profil.

    Bad Religion zawsze w jakiś sposób było zaangażowane w politykę. Jeśli w 2008 wybory wygra ktoś z Demokratów, czy to wpłynie jakoś na waszą twórczość?
    Brett: Nie. Nic by się nie zmieniło.
    Greg: Jasne, zaczniemy pisać przyśpiewki, prezydenckie jingle. Bad Religion zajmuje się społeczną sprawiedliwością, humanizmem i zdolnością głębokiego myślenia. Zawsze jest mnóstwo spraw, o których można mówić, niezależnie od tego, kto jest prezydentem.
    Brett: Zasadniczo zajmujemy się wszystkimi sprawami, których nie można poruszyć, jeśli startuje się w wyborach na prezydenta, ponieważ nie zostałoby się wybranym, niezależnie od partii, w której się jest.

    Dlaczego zdecydowaliście się wrócić do Epitaph z Atlantic?
    Greg: Wiesz co Brett, może ty odpowiesz na to pytanie. Właściwie to nie wróciliśmy do Epitaph - Brett już tam był. [śmiech]
    Brett: Zawsze tu byłem i pamiętałem o tym, że zespół ma jakieś 11 albumów w Epitaph i 3 w Atlantic. Atlantic to tylko krótki pobyt. To bardzo dobrze, że byli w stanie wrócić.
    Greg: W pewnym sensie nigdy nie odeszliśmy, ponieważ Epitaph to nasz symboliczny dom i oddaliliśmy się od niego tylko na chwilę. Tak naprawdę to była tylko kwestia czasu.
    Brett: A teraz może bardziej do rzeczy. Dla takiego zespołu jak Bad Religion lepsza jest większa wytwórnia niezależna niż duża wytwórnia komercyjna, zwłaszcza dziś, kiedy duże wytwórnie łączą się w poszukiwaniu tego ulotnego artysty, który sprzedawałby się w milionach. Duże wytwórnie nie chcą sprzedawać kilkuset tysięcy albumów, ale miliony.

    Brett, ze współpracy z którym zespołem jesteś najbardziej dumny, nie licząc swojego?
    Brett: Motion City Soundtrack. Tom Waits i Motion City Soundtrack.

    Jak myślisz, jaki nowy artysta może powtórzyć ten sukces [sukces Motion City Soundtrack]?
    Brett: Nowy zespół Gallows, który właśnie podpisał z nami kontrakt. To najlepszy zespół punkowy, jaki słyszałem od dziesięcioleci; no, przynajmniej od ponad dekady.

    Co jest w nich takiego wyjątkowego?
    Brett: Ich piosenki, teksty i czysta surowość ich intensywności.

    Jeśli oboje moglibyście zmienić jedną rzecz w przemyśle muzycznym, co by to było i dlaczego?
    Greg: Mój pogląd dotyczący przemysłu muzycznego zmienił się drastycznie od czasów, kiedy byłem młodym żółtodziobem i myślałem, że przemysł ma z tym wiele wspólnego. To tak jak pytać kogoś co by zrobił, żeby zmienić kulturę. Bardzo trudno jest zidentyfikować jeden szczególny element, który mógłby drastycznie zmienić przemysł muzyczny. Przemysł muzyczny jest wrażliwy na zmienne postawy ludzi kupujących płyty. Poza tym myślę, że z dużymi wytwórniami jest tak źle, że mógłbym mówić na ten temat bardzo długo. Będąc w wytwórni niezależnej, jak już wspomniał Brett, można dopatrzyć się większej wydajności w działaniach marketingowych skierowanych do przyrostu demograficznego [czyt. do młodzieży], który jest odpowiedni dla zespołu i, z jego perspektywy, jest bardziej interesującą społecznością, której częścią zespół może być. Nie czuliśmy tego na poziomie dużej wytwórni - nie było społeczności, nie było żadnej kreatywności w marketingu, produkowaniu i sprzedaży płyt. Moim zdaniem to była duża przeszkoda dla tego przemysłu.
    Brett: Jedyną rzeczą, którą bym zmienił jest to, żeby dało się odtworzyć wszystkie piosenki, które kupiłem na swojego iPoda na innych odtwarzaczach. Chciałbym, żeby zniknął system kontroli dostępu do danych w formie cyfrowej, lub żeby był uniwersalny. Epitaph już szykuje się do wyeliminowania DRM, to dla was wiadomość z ostatniej chwili.

    Czy to była decyzja biznesowa czy coś osobistego i czułeś, że musi to być zrobione?
    Brett: Apple umożliwiło takie rozwiązanie, to na mnie wpłynęło. EMI również się na to zdecydowało.
    Greg: Co do tego tematu, wierzcie lub nie, ale wciąż nie mam własnego iPoda. Moje dzieci mają, ale ja mam pewien problem. Oświeciło mnie, kiedy już miałem go kupić. Uświadomiłem sobie, że miejsca, w których spędzam większość czasu słuchając muzyki to miłe kątki z niezłym sprzętem w moim domu i samochodzie, który nie jest przystosowany do iPodów. Czytałem jakieś artykuły o tym co zrobić, żeby nie tracić na jakości dźwięku plików audio podłączając sprzęt w domu -
    Brett: Wkrótce po kupieniu iPoda odkrywa się niesamowite bogactwo i luksus posiadania całej swojej kolekcji albumów w kieszeni, gdziekolwiek się pójdzie. Za kilka dni jadę do Coachella i będę miał przy sobie w kieszeni dziewięć tysięcy dwieście-coś piosenek. To po prostu niesamowite.
    Greg: Zdaję sobie sprawę z tego, jakie to wygodne. Czasem szukanie płyt, których chcę posłuchać, robi się męczące. Co tu dużo mówić, jestem po prostu snobem.

    Jakie macie zdanie o współczesnych trendach, strategiach i ideałach niektórych zespołów i ich fanów? Czy uważacie, że ogromna popularność, jaką niektóre zespoły zawdzięczają mediom takim jak MTV, ma pozytywny czy negatywny efekt fali?
    Brett: MTV ma teraz dużo kłopotów. Właśnie zwolnili 250 pracowników i już prawie wcale nie grają muzyki. TRL także odeszło, lub właśnie odchodzi. MTV wcale nie jest takim kreatorem hitów, za jaki go bierzesz. Wiele z tych grup, które zdobyły masową popularność, włącznie z Panic at the Disco, które kocham - to jeden z moich ulubionych nowych zespołów - nie zostało wykreowane przez MTV. Właściwie to MTV zainteresowało się Panic kiedy zespół sprzedawał już 10 tysięcy płyt tygodniowo. Stali się tak olbrzymim zjawiskiem po prostu dzięki internetowi, który jest tak skutecznym środkiem porozumiewania się. To niesamowity postęp; grupa może stać się popularna natychmiast za własne zasługi, ponieważ dzieciaki ją lubią. Setki tysięcy dzieciaków może się wymieniać informacjami o nowej piosence czy grupie, którą lubią. Myślę, że to pozytywny efekt fali. To właśnie on sprawił, że mamy dziś więcej zespołów niż kiedykolwiek, które robią więcej muzyki niż kiedykolwiek, w większej ilości stylów niż kiedykolwiek. Więcej zespołów niż kiedykolwiek sprzedaje 50-100 tysięcy płyt, ale jest znacznie mniej takich, które sprzedają ich miliony. Myślę, że to pozytywny rozwój, bo oznacza zwiększoną różnorodność. A różnorodność przynosi zyski każdemu.

    Czy myślisz, że może to doprowadzić do zmalenia liczby dużych wytwórni?
    Brett: Już doprowadziło. Ile ich jeszcze zostało?
    Greg: A te, które zostały, zwolniły tyle osób i pracują na tak niskich obrotach że można powiedzieć, że statek już do połowy zatonął.
    Brett: Duże wytwórnie, które pozostają zaadaptują się i zmienią sposób prowadzenia interesu.

    Jak to się waszym zdaniem skończy? W jaki sposób się zaadaptują?
    Brett: Myślę, że nauczą się jak czerpać korzyści z takiego modelu, gdzie sprzedaż miliona czy dwóch będzie górną granicą. Nauczą się mieć więcej artystów, którzy sprzedają mniej. Uważam, że do tego będą się musiały dostosować.
    Greg: Kiedyś było tak, że duża wytwórnia podpisała kontrakt z jedną taką kapelą jak Pearl Jam, która była jak kura znosząca złote jajka dla wytwórni. Mając jeden taki zespół, wytwórnia mogła podpisywać kontrakty z dwudziestoma kiepskimi zespołami, które prawie nigdy nic nie sprzedały. To musi się zmienić, ponieważ nie ma takich zespołów jak Pearl Jam, które byłyby w stanie sprzedać 14 milionów albumów na całym świecie.
    Brett: To już się po prostu nie zdarza. Wytwórnie muszą się więc dostosować do przemysłu muzycznego, w którym sprzedaje się mniej. Ogólna ilość muzyki pochłaniana przez fanów będzie za to większa. Tak samo jak tysiąc kanałów na kablówce i Tivo oznaczają, że nie każdy w Stanach ogląda ten sam sitcom o 7 wieczór. Każdy ogląda to, co chce.

    Skoro już jesteśmy w tym temacie... Greg, napisałeś esej, który na stronie Bad Religion jest teraz zatytułowany "Fast Food and the Music Industry" [Fast Food i przemysł muzyczny]
    Greg: Tak, to było przemówienie z myślą przewodnią dla konferencji CMJ, które wygłosiłem lata temu.
    Tony: Zawsze było dla mnie fascynujące.
    Greg: Wygląda na to, że i tutaj można już dostrzec przełamanie tej mentalności. Celem tego artykułu było pokazanie, że skoro Epic miało swoje Pearl Jam, to Warner też musiał mieć swoją wersję nr 1. Mogli sprzedawać twórczość tych zespołów ogromnej liczbie fanów, którzy kupują ten rodzaj muzyki. Dlatego użyłem analogii między Burger King a McDonald's, które oferują to samo najlepsze danie.
    Brett: Chciałbym tylko wyjaśnić pewną rzecz, ponieważ cały czas powołujemy się na Pearl Jam. Ed Vedder z Pearl Jam jest moim i Grega przyjacielem i żaden z nas nie ośmieliłby się porównywać go do McDonald's. [śmiech] Tak więc Ed, jeśli to czytasz, nie zrozum nas źle. Staramy się po prostu posłużyć się przykładem wielkiego zespołu.
    Greg: Tu nie chodzi tak naprawdę o Pearl Jam i to, jak byli promowani, ani o to, że każda wytwórnia chciała mieć swoją własną wersję Pearl Jam.
    Brett: Ekipa Pearl Jam była bardzo wkurzona takim traktowaniem.
    Greg: Teraz wytwórnie będą musiały pracować ciężej nad rozwojem artystów; w ten sposób będą miały bardziej zróżnicowaną bazę talentów i nie będą mogły skupić całej energii na tylko jednym zespole.
    Brett: Będą musieli się tego nauczyć. Epitaph robiło to zawsze, dlatego właśnie tak dobrze się bawimy i podoba nam się ten nowy klimat. I mnie, jako fanowi muzyki, również podoba się ten klimat. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby zrobić jakiś wielki hit, ale jeśli możemy sprzedać 50 tysięcy albumów jakiegoś zespołu, jesteśmy zachwyceni.

    Epitaph podpisało kontrakty z wykonawcami hip-hopu, takimi jak Sage Francis. Czy jest jakaś korelacja między problemami poruszanymi w hip-hopie i antyautorytetowymi postawami, na których opiera się punk rock?
    Brett: Tak. Widzę wiele podobieństw zwłaszcza między undergroundowym hip-hopem, bo głównie z takimi właśnie podpisujemy kontakty, a ruchem punkowym z mojej młodości, wyznającym zasadę "zrób to sam".
    Tony: Czy właśnie dlatego podpisujesz kontakty z tymi artystami?
    Brett: Nie nie. Podoba mi się ta muzyka.

    Czego ostatnio słuchacie?
    Brett: Ostatnio? Słucham zespołu Bird and the Bee, nowego Nine Inch Nails, Timbaland. Kocham też Fujiya and Miyagi. W tej chwili to chyba mój ulubiony zespół. Słucham też Gallows, kapeli hardkorowej. Słuchałem też nowego zespołu Arcade Fire i LCD Soundsystem. W tej chwili ich uwielbiam. Słucham dużo nowej muzyki. Czekaj, wskoczę na mój profil na Last.fm i powiem ci dokładnie.
    Tony: To świetny wynalazek.
    Brett: Wiem. Z najlepszych artystów tygodnia słucham Cobra Starship, Elliot Smith, Modest Mouse, Timbaland, The Knife, Arcade Fire, Vanna, Peter Bjorn and John i Fall Out Boy. Słucham wszystkiego. Tam jest tyle dobrej muzyki...

    Greg, a ty czego słuchasz?
    Greg: Wiesz co? Tak naprawdę to niczego. [śmiech] Kiedy rozmawiasz z Brettem, zawsze dowiadujesz się o najnowszych odkryciach muzycznych. Obaj kochamy muzykę, ale ja nie słucham jej aż tak dużo kiedy nie jestem na trasie z Bad Religion. Dobrze jest wtedy odciąć się od muzyki. Za to wtedy dużo czytam. A czytam przede wszystkim dlatego, żeby przygotować się do mojego drugiego życia, czyli wykładania na UCLA. Większość muzyki, z którą się stykam przez całe lato to zespoły, które grają na Warped Tour, lub z nami koncertują. Wtedy zaspokajam się muzycznie. Oczywiście kocham nagrywanie, więc to dla mnie interesujące. Nowym album Tool brzmi świetnie. Kupiłem go niedawno. Nie poświęcam tak dużo czasu jak Brett na szperanie w nowej muzyce, ale na szczęście mam w zespole człowieka, który jest od tego ekspertem.
    Brett: Ja jestem maniakiem, jeśli chodzi o nową muzykę. Jestem jak odkurzacz. Wiesz, czego jeszcze słuchałem ostatnio? Apples in Stereo. To nie jest nowe, ale właśnie ich odkryłem na nowo.

    Greg, jak godzisz uczenie i nagrywanie nowego albumu?
    Greg: Tak samo jak wtedy, kiedy byłem na studiach, z tym że teraz jest to wyższy poziom. Nie spałem za dużo.
    Brett: [śmiech] Greg to maniak.
    Greg: Chodziłem do studia około 17 po całym dniu na uczelni i zostawałem tam do północy lub do 1, potem wstawałem o 7 i na uczelni byłem na 8. Pod koniec studiów to nie było takie trudne, bo na uczelnię szedłem około południa, spędzałem tam 3 godziny, a potem szedłem do studia w Hollywood i siedziałem tam do 3 nad ranem. Teraz mam większe oczekiwania, zarówno na poziomie akademickim jak i muzycznym. Kiedy wydało się 14 albumów w pewnym sensie oczekuje się od ciebie, że to co robisz będzie naprawdę wysokiej jakości, a nie że będziesz tylko maglował stary materiał. Myślę, że dobrze sobie z tym poradziłem. Poza tym lubię, kiedy dużo się dzieje. Chyba mam jakieś ADHD, bo lubię się przerzucać w środku dnia na różne czynności.

    Niektórzy ludzie na koncertach żartują sobie z tego, że jesteście już tak długo na scenie i nazywają was Bald Religion albo Dad Religion.
    Greg: [śmiech] Podoba mi się Bald Religion! [łysa religia]
    Brett: Mnie podobała się najbardziej sytuacja, kiedy wystawiliśmy nasze zdjęcie do nowego albumu. Jeden z fanów skomentował, że wyglądamy "jak gang nauczycieli". I kiedy spojrzałem na to zdjęcie zdałem sobie sprawę, że właśnie dokładnie tak wyglądamy. To niesamowite. To jest jeden z tych fantastycznych aspektów bycia w zespole w naszym wieku. Naprawdę przestaliśmy się martwić o to, jak ludzie postrzegają nasz wygląd.
    Greg: Patrzenie, jak młodzi ludzie się z tego śmieją jest także odświeżające, ponieważ wiemy, że ich to też czeka, i to całkiem niedługo. [śmiech] Jedziemy na tym samym wózku.
    Brett: Prawda jest taka, że nie mamy się czego wstydzić. Nie staramy się niczego ukryć.
    Greg: Jesteśmy z tej samej szkoły krytycyzmu, byliśmy takimi samymi zadzierającymi nosa kinderpunkami, więc nic, co mogą powiedzieć, nie jest w stanie nas zaszokować.
    Brett: Jeśli chodzi o mnie, to nigdy nie byłem przystojny jako nastolatek, więc pod tym względem jestem dobrym celem dla krytyki.
    Greg: Nigdy nie uważałem, że jesteśmy poza krytyką. Ja jestem typem kujona z Wisconsin, który chce coś osiągnąć w Południowej Kalifornii.
    Brett: Ty byłeś przystojny, Greg.
    Greg: Nigdy nie myślałem w ten sposób. Jedynym facetem, który wiedział, że jest przystojny, był Jay.
    Brett: Myślisz, że wiedział?
    Greg: Człowieku, on był surferem! Oni wszyscy to wiedzą.

    Dużo mówi się o etyce "zrób to sam" na punkowej scenie. Jakie ma ona waszym zdaniem znaczenie i czy sądzicie, że kiedy zespoły od niej odchodzą, skracają sobie karierę?
    Brett: Myślę że dziś kariery i tak się skracają. Nie wydaje mi się, że ma to coś wspólnego z odchodzeniem od tej postawy. Ciekawe jest to, że zespoły dziś bardzo szybko stają się popularne a później niepopularne. Mam swoją własną teorię na temat tego, dlaczego tak jest. Jeśli chodzi o etykę "zrób to sam", wciąż wiele się w tej kwestii dzieje. Kiedy zajrzy się do prasy alternatywnej, widzi się tyle reklam sprzętu do nagrywania, ile reklam nowych płyt. Zespołów, które same nagrywają swoje utwory a później wystawiają je w internecie do ściągnięcia lub odtwarzania jest więcej niż kiedykolwiek. Jest to z całą pewnością zastosowanie tej idei w praktyce. Pewnie teraz powiesz, że zespoły nie wystawiają tych nagrań same z siebie, tylko chcą być zauważone przez jakąś wytwórnię.

    Teraz chyba kładzie się duży nacisk na zawarcie kontraktu z wytwórnią.
    Greg: My też założyliśmy Epitaph dlatego, że nikt nie chciał nas wydać. To jest przecież przykład do naśladowania, prawda? To normalne, że kiedy jesteś młody i zaczynasz pracę w zespole, poświęcasz cały swój wysiłek i energię dla muzyki i dla zespołu. Nie wiedzieliśmy, no może Brett wiedział za młodu, ale ja z pewnością nie, że Brett chciał założyć wytwórnię. Nie mieliśmy pojęcia, że się do tego nadaje, dopóki nie zaczął naprawdę w tym węszyć i robić postępów. Ale Tony, to normalne, że zespoły chcą się skupić przede wszystkim na swojej muzyce.
    Brett: Jako zespół można robić znacznie więcej. Można go napędzać, nagrywać coś, co brzmi naprawdę profesjonalnie i rozprowadzać to w sieci przez takie strony jak MyStore lub na inne sposoby, w jakie można sprzedać i rozprowadzić muzykę w internecie. Można też wystawić muzykę za darmo i sprawić, że usłyszą ją dzieciaki na całym świecie, a potem ją przyjmą lub odrzucą. Nie zapominaj, że kiedy byliśmy nastolatkami i robiliśmy vinyle, nie mogliśmy zamieścić piosenki na czymś wirtualnym, żeby miliony dzieciaków mogło się do tego podłączyć. To był naprawdę inny świat. Inną sprawą jest to, że sklepy muzyczne zaczęły upadać w rezultacie rozwoju nowej technologii. Ja mogłem wozić płyty po sklepach muzycznych i zostawiać je tam na sprzedaż, a teraz nie ma już prawie takich miejsc, w których dzieciak może to zrobić. Zwłaszcza w terenach wiejskich, gdzie dzieciak może kupić płyty tylko w Wal-Mart. Nie wiem czy w ten sposób zatraca się etyka "zrób to sam", bo wyraża się ona poprzez inne dostępne kanały.

    Niektórzy z waszych fanów są wciąż rozgoryczeni faktem, że zgodziliście się supportować Blink 182. Dlaczego się na to zgodziliście?
    Greg: Po pierwsze, nie zgodziłbym się z tym, że są rozgoryczeni. Jeśli wciąż mają nam za złe tę dwumiesięczną trasę to znaczy, że nie zauważyli znaczącej ewolucji, jaką Bad Religion przeszło od tamtego czasu; zmiana ta jest widoczna na trzech albumach, które nagraliśmy. Prawda jest taka, że podczas takich tras opiera się swoje decyzje na tym, jak dotrzeć do jak największej liczby ludzi grając na żywo, zwłaszcza jeśli trasa promuje album.
    Brett: Mogę przerwać? A co jest nie tak z Blink 182?! Jeśli dzieciaki chcą nas za to nienawidzić, to chrzanić ich. Lubię Blink 182. Greg, fajnie że starasz się być taki skromny i skruszony, ale chodzi o to, że to jest dobry zespół, który uwielbia naszą kapelę i który jest popularny. Nie chcę mówić żadnym fanom Bad Religion "chrzańcie się", ponieważ jestem im wdzięczny za to, że nas lubią.
    Greg: Ale ta krytyka wypływa pewnie z tego, że to była zbyt komercyjna trasa. Prawda jest taka, że zawsze graliśmy na dużych festiwalach i uwielbiamy to robić.
    Brett: Nagraj to: Chciałem powiedzieć, że lubię Blink, a Mark Hoppus to zajebiście niesamowity facet. Niektórzy ludzie po prostu muszą się o coś wściekać. Mnie też wkurza wiele rzeczy, ale nie takie!
    Tony: Zastanawiałem się trochę nad tym pytaniem, ale pojawiło się kilka razy.
    Brett: To dobry zespół i nasi przyjaciele. Oni też uwielbiają nasz zespół. To był festiwal miłości. Ci ludzie muszą to przeboleć.

    Greg, czy zamierzasz grać jakieś solowe koncerty lub piosenki z Cold as the Clay?
    Greg: Właśnie wróciłem z takiego koncertu. Grałem w Phoenix, było bardzo fajnie, zazwyczaj na takich koncertach jest świetna zabawa. Chciałbym ich grać więcej. Ten rok jest bardzo pracowity jeśli chodzi o Bad Religion, niemniej jednak te koncerty są szalenie interesujące, bo przychodzą na nie bojowo nastawione punki, które się awanturują, a kiedy zaczynamy stroić gitarę akustyczną, śpiewają każde słowo! [śmiech] Wszyscy ci pijani ludzie śpiewają o cierpieniu i miłości do Jezusa na cały głos. Nie ma w nich za grosz subtelności, po prostu krzyczą. Tak było w San Diego, Phoenix i będzie San Francisco.
    Brett: Jak na to reaguje reszta twojego zespołu? Podoba im się to?
    Greg: Jasne. Na początku trzęsą portkami i mówią, że "chyba nas tu zaraz pozabijają". Potem są nastawieni bardzo entuzjastycznie, a odpowiedź tłumu jest niesamowita.
    Brett: Uwielbiam ten album.
    Greg: To jedno z najzabawniejszych środowisk, w jakich można się znaleźć.

    Wielu muzyków i zespołów w jakiś sposób wzoruje się na Bad Religion. Jesteście na scenie już 25 lat, kto ma więc na was muzyczny wpływ? Z jakich artystów czerpiecie muzyczną inspirację?
    Brett: Na mnie wpływ mają głównie Elton John i the Beatles.
    Greg: Na mnie wpływ przy pisaniu piosenek ma wielu różnych wykonawców. Naprawdę ubóstwiam Todda Rundgrena i Rica Ocaseka. Gdybym mógł być takim twórcą piosenek i producentem jak Todd Rundgren i takim frontmanem jak Ric Ocasek, byłbym zachwycony jako dzieciak. Teraz znam dobrze tych ludzi; to dziwne uczucie, że wyrosłem na kogoś zupełnie innego, choć w tej samej branży. Zawsze powtarzałem, że mają ogromny wpływ na moje podejście do muzyki. Poza tym lubię coś zupełnie odmiennego - muzykę akustyczną Neila Younga i Jethro Tull.
    Brett: Tak, jak też mógłbym wymienić Neila Younga, Crosby, Stills, Nash, & Young.
    Greg: To dziwna mieszanka. Ale kiedy myślę o muzyce punkowej i chcę napisać taką piosenkę, zawsze domyślnie zwracam się ku najgłębszym zakamarkom pamięci, w których tkwią zespoły będące wtedy z nami na scenie w Los Angeles, czyli Circle Jerks, Adolescents i Germs.
    Brett: Tak, ja też tak mam.
    Greg: W ten sposób otrzymujesz dziwną mieszankę Todda i Leonarda Gravesa Phillipsa. To gość z The Dickies.

    Greg, czy ostatnio coś tworzysz?
    Greg: Nie, właściwie całe moje życie kręci się teraz wokół Bad Religion i trasy do końca roku. W przyszłą zimę wracam na UCLA. Chciałbym to kontynuować, ale im jestem starszy tym bardziej wydaje mi się, że nagrywanie jest prostsze niż jest w rzeczywistości. Do tego potrzeba poświęcenia; nie można po prostu nagrywać jednego albumu od czasu do czasu. Trzeba nabrać rozpędu i rozwijać się, żeby zacząć nagrywać. Tak jak zresztą ze wszystkim. Miałem kilka propozycji, ale nie sądzę, że to byłoby sprawiedliwe wobec zespołu. Być może kiedyś wypadnę na kilka lat i spróbuję rozwinąć tę część mojej kreatywności, ale w tej chwili mam więcej -
    Brett: Greg! Jesteśmy teraz w KROQ!
    Greg: Super! Jest 2:45, dobry czas.
    Brett: Tak, pod warunkiem że to 2:45 po południu. [podkręca radio tak, że słychać z telefonu nowy singiel] Zależy mi na tym, żeby DJ powiedział o tym coś miłego. Nienawidzę, kiedy człowieka obrażają. Czekajcie, coś mówi... Będzie mówił coś złego. Właśnie powiedział, że to brzmi dokładnie jak Weezer!
    Greg: Serio?
    Brett: Jeszcze wczoraj rozmawiałem z Patem z Weezer i powiedziałem mu, że mamy w radiu taki utwór, który brzmi dokładnie jak Weezer...
    Greg: Kto to był? [DJ]
    Brett: Powiedział to Jed the Fish [DJ z KROQ], ale ten kawałek naprawdę brzmi tak, jakbyśmy wykonywali naszą wersję Weezer. Ale ja kocham Weezer. Kiedy powiedziałem to Patowi, powiedział, że to dobrze, że ktoś chce brzmieć tak jak oni. Więc mu nie zależy.
    Greg: Jed nie miał nic pochlebnego do powiedzenia?
    Brett: Nie.
    Greg: Cóż, Jed to mój kumpel, ale na antenie się tym nie przejmuje. To zabawne.
    Brett: A, co tam.

    Greg mówił coś o rozwijaniu swojej kreatywności jako przyczynie przerwy w tworzeniu. Brett, ty wydajesz dużo zespołów, zechciałbyś to jakoś skomentować?
    Brett: W tej chwili nad niczym nie pracuję. W styczniu zacznę pracę nad nową płytą Rancid, będzie naprawdę fajnie, nie mogę się już doczekać. Właściwie zajmowałem się produkcją płyt zanim Epitaph zaczęło naprawdę funkcjonować. Żyłem tym; zawsze to kochałem i będę kochał. Nie mam wprawdzie czasu, żeby cały czas się tym zajmować, ale lubię to robić od czasu do czasu.

    Czy zdarza się wam zupełnie odizolować się od polityki, czy zawsze zaprząta wam ona głowę?
    Greg: Szczerze mówiąc robię to cały czas, bo tak bardzo gardzę polityką. Polityka stała się zabawą w retorykę. Brakuje w niej jakichkolwiek prawdziwych informacji. Politycy zazwyczaj nie rozmawiają o naprawdę skomplikowanych sprawach; moje własne rozmowy na ten temat są mądrzejsze. Niemniej jednak znacznie lepiej się bawię, kiedy o nich nie mówię. Cały czas wycofuję się z politycznych dysput.
    Brett: Greg i ja w ogóle wycofujemy się z kultury. Raz w roku lubimy wybrać się z plecakami w dzicz i nieść na plecach wszystko, czego potrzebujemy do przeżycia przez kilka dni. To moja wizja dobrej zabawy.

    Czy waszym zdaniem jest jakaś piosenka lub album, który jest uosobieniem Bad Religion jako zespołu?
    Brett: Gdybym miał wymienić jedną piosenkę, byłoby to "American Jesus". Chyba jest najbliższa temu, co powiedziałeś.
    Greg: Ta piosenka chyba trafia do wielu ludzi.
    Brett: Jest chwytliwa, wymierzona przeciwko nacjonalizmowi i obejmuje wiele naszych tematów.

    Czy uważacie, że muzyka ma za zadanie uczyć i informować słuchaczy o problemach społecznych i polityce?
    Greg: [śmiech] Nie, od tego są szkoły. Problem w tym, że nasi konserwatywni przywódcy chcieliby obciążyć tą odpowiedzialnością zespoły czy kogokolwiek innego, kto chciałby się tym zająć, dodając przy okazji trochę artyzmu do dialogu. Prawda jest taka, że nawet Bad Religion to poszukiwanie artystyczne. Wiele razy, idąc na nagranie mówiłem, że nie chcę być typowym rockmanem czy frontmanem symbolizującym seks, narkotyki i rock 'n roll. Gdybym mógł coś dodać, byłaby to odrobina świeckości i odważnej myśli. Ponieważ czuję za to osobistą odpowiedzialność, jest to tak naprawdę odpowiedzialność przed samym sobą. Jestem przekonany, że odpowiedzialność za edukację ponoszą szkoły, a zespoły powinny zajmować się tworzeniem sztuki.

    Jaki jest wasz ulubiony dinozaur?
    Greg: Mój ulubiony dinozaur? Chyba triceratops.
    Brett: Mój ulubiony dinozaur? Nigdy o tym nie myślałem. Lubię te dinozaury z kaczym dziobem, które jedzą liście. Jak one się nazywają Greg?
    Greg: Edafozaury. To jest rodzaj dinozaura.
    Brett: Tak, są urocze, dlatego mi się podobają.

    Czy jest w waszym życiu miejsce dla jakiejś duchowości pomimo tego, że jesteście ateistami? Czy uważacie, że metafizyka istnieje? Czy waszym zdaniem może istnieć jakieś życie po śmierci, jeśli nawet nie ma żadnego boga?
    Greg: To kilka pytań w jednym.
    Tony: Mam to jakoś rozdzielić?
    Greg: Nie, nie trzeba. Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi tak, choć duchowość to trochę nadużywane pojęcie. Oczywiście, że jest dla niej miejsce, jakkolwiek chcielibyśmy ją zdefiniować. Ale czy to oznacza, że we wszechświecie istnieje jakaś nieznana istota, którą nazywamy duchem? Nie mogę się z tym zgodzić. Myślę, że wszystko, co nazywamy duchem, to produkt ludzkiego umysłu. Oczywiście każdy może wierzyć w to, co chce. Pytanie czy metafizyka istnieje nie ma dla mnie żadnego sensu. To częsty błąd. Metafizyka to jedynie próba zrozumienia co istnieje, a co nie. To jest metafizyka. Ludzie pytają "czy metafizyka istnieje". Tak, istnieje w królestwie ludzkiego umysłu. Celem nauki, w przeciwieństwie do metafizyki, jest zajmowanie się tylko tym, co istnieje. Jeśli więc nie możemy się zgodzić na to, że coś istnieje, nie możemy tego traktować naukowo. Chociaż nauka jest bardzo tolerancyjna. Nie jest to żadna sztywna, ale stale zmieniająca się struktura oparta na nowych odkryciach i nowych sposobach postrzegania rzeczy i idei. Każdy naukowiec musi być bardzo tolerancyjny.
    Brett: Polecam nową, świetną książkę Carla Sagana na ten temat, "The Variety of Scientific Experience" [Różnorodność naukowego doświadczenia]. To niesamowicie piękna książka o poszukiwaniu sensu we wszechświecie przez wielkiego myśliciela i o jego poglądach na religię.
    Greg: Została opublikowana pośmiertnie, co jest niezmiernie miłe.
    Brett: Tak, pośmiertnie, ale to w zasadzie transkrypcja wielu wykładów, które wygłosił, zanim umarł. To wspaniała książka mądrego, wrażliwego człowieka, tolerancyjnego wobec ludzi religijnych, ateistów i wszystkich innych. Jego poglądy pokrywają się z tym, co prezentuje pod tym względem Bad Religion.
    Greg: Poza tym był profesorem tutaj, na Cornell. [śmiech] Dobrze więc trafił z tą książką.

    Bad Religion przeszło zmiany w składzie. Brett, nie było cię w zespole kilka lat z powodu osobistych spraw. Co sprawia, że wciąż chcesz pisać i nagrywać, kiedy większość kapel kończy karierę po miesiącach, a nie latach?
    Brett: Ilość naszej twórczości bardzo się zmniejszyła w porównaniu z tym, było co kiedyś. Zauważ, że od naszego ostatniego albumu minęły trzy lata. Bogactwo naszego życia poza muzyką spowolniło naszą produktywność. Myślę, że to właśnie to bogactwo naprawdę inspiruje naszą kreatywność, bo dzięki niemu zdobywamy doświadczenie.
    Greg: Moim zdaniem Bad Religion daje ujście naszej kreatywności. Dzięki temu już tak długo jesteśmy przyjaciółmi, prawie rodziną. Myśląc o tym, jak rodzinie udaje się trzymać razem przez lata, nie bierzemy pod uwagę tylko powiązań genetycznych. W spotkaniach rodzinnych istnieje pewna doza formalności. Kiedy rodzina się zbiera, jej członkowie starają się być wobec siebie grzeczni; rodzina ma swoje rytuały, na przykład wspólny wyjazd na wakacje. Razem dobrze się bawimy, a potem powracamy do naszego niezależnego życia. Z Bad Religion jest tak samo. Każdy ma swoje życie osobiste; naszymi rytuałami podczas wspólnych spotkań są koncerty albo praca w studiu. Analogią do genetyki będzie to, że wszyscy mamy chęć tworzenia i każda osoba zapełnia tą niszę w naszej twórczości. Zdajemy sobie sprawę z wyjątkowości tych więzów i nie chcemy, żeby ktokolwiek to zepsuł. Wspólna praca to naprawdę świetne uczucie.

    Brett, nie było cię przez jakiś czas w zespole, który pracował dalej, bez ciebie. Dlaczego zdecydowałeś się wrócić? Czy pisanie piosenek przyszło ci łatwo po takiej długiej przerwie?
    Brett: Wróciłem, bo tęskniłem. Chciałem znów dać szansę mojej kreatywności. Było to zadziwiająco łatwe. [śmiech] Bałem się, że już zapomniałem, jak się pisze piosenki, lub że jeśli coś napiszę, nie będzie to brzmiało jak BR, itd. Ale kiedy chłopcy przyjęli mnie z powrotem, pierwszą piosenką, jaką napisałem na Process of Belief było chyba "Sorrow". A to prawdopodobnie najlepsza piosenka, jaką napisałem od lat, a może i w ogóle. Miałem szczęście, bo udało mi się stworzyć dobrą piosenkę od razu, a to dało mi pewność, że mogę napisać więcej.

    Greg, jak się robiło muzykę bez Bretta? Czy kiedykolwiek myśleliście o zakończeniu kariery?
    Greg: Nigdy nie myślałem o tym, żeby rozwiązać zespół, zwłaszcza wtedy; raczej nie myślałem o tym, że może się coś nie udać. [śmiech] Chyba właśnie w taki sposób poradziłem sobie z problemami - nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co robię. Naprawdę nigdy mi to nie przyszło do głowy. Na początku moim celem było pokazanie Brettowi, że jego odejście nie oznacza rozpadu zespołu. W pewien dziwny sposób robiłem to dla niego, ponieważ czułem się związany z naszą historią i przyjaźnią. Chciałem utrzymać coś, co zaczęliśmy i być pewny, że zostanie to nietknięte w przypadku, gdyby kiedyś ewentualnie chciał wrócić. Na pewno ciężko walczyłem przez te lata; napisałem wtedy wyjątkowo dużo piosenek, ale może połowa z nich była na takim poziomie, jaki prezentowały albumy pisane z Brettem. Trudno mi krytykować samego siebie, ponieważ wciąż nie wiem, kiedy piszę dobry utwór i co jest w nim takiego wyjątkowego. Czasem naprawdę nie mogę powiedzieć, czy piosenka jest dobra, dopóki nie zobaczę reakcji publiczności. Przez te lata zdobyliśmy wielu fanów, bo często koncertowaliśmy. Na pewno tamte albumy miały swoje mocne strony, a teraz, patrząc wstecz, uważam je za dobre płyty.

    Czy utrzymywaliście wtedy jakiś kontakt?
    Greg: Brett był poza zasięgiem.
    Brett: Wypadłem na chwilę z obiegu, miałem problemy z narkotykami.
    Greg: Zawsze byłem wobec tego tolerancyjny.
    Brett: Tak, Greg nigdy mnie nie osądzał i nigdy nie opuścił mnie jako przyjaciela. Kiedy z tym skończyłem, wróciłem do zespołu. Odzyskałem życie; jestem czysty od ponad ośmiu lat. Jesteśmy blisko od kiedy... wróciłem na ziemię.

    Jakie są wasze ulubione piosenki, które nagraliście dla Bad Religoon przez te 25 lat?
    Greg: Te najbardziej zadowalające to - wiesz co, muszę je jakoś podzielić na kategorie, bo te piosenki wpływają na mnie na wiele różnych sposobów. Czasem zdarzają się takie, o których nie mogę powiedzieć, że są choć trochę dobre, ale fani szaleją na ich punkcie, więc muszę uznać, że faktycznie są dobre - to jest osobna kategoria. Na przykład takie "Come Join Us". Nie sądziłem, że to jakiś świetny utwór, ale ludzie go kochają. Z tego powodu muszę powiedzieć, że to jeden z utworów, które najbardziej lubię grać na żywo. Z drugiej strony, piosenka "The Answer" jest jedną z moich ulubionych w takim sensie, że udało mi się w niej powiedzieć to co chciałem w zwięzły sposób. Jest to wolniejszy utwór, więc publiczność nie reaguje tak gwałtownie i nie jestem pewny, czy podoba się on tak bardzo jak żywsze utwory. Z całą pewnością jestem zadowolony z piosenki z ostatniego albumu, mianowicie z "God's Love".
    Brett: Ja jestem najbardziej dumny z "Sorrow". Wymienię tylko tą jedną; naprawdę ją kocham.
    Greg: Dla mnie też należy do ulubionych.

    Wspięliście się bardzo wysoko w ciągu ćwierćwiecza. Co jest kolejnym celem dla Bad Religion?
    Greg: Cóż, nie wiem. Czy przyznają Nobla za punka? [śmiech] Chyba nie mierzę zbyt wysoko, prawda? Szczerze mówiąc, Tony, trudno mi powiedzieć. Kiedy zaczynaliśmy tę podróż, chcieliśmy nagrać taką płytę, której posłuchałby ktokolwiek, nigdy więc nie stawialiśmy sobie celów mierzonych tradycyjną miarą sukcesu. Można też zapytać, co właściwie osiągnęliśmy. Wiemy, że nasza muzyka uszczęśliwia wielu ludzi i w jakiś sposób ich inspiruje, i to jest dla mnie największym osiągnięciem.

    Macie jakieś ostatnie słowa do fanów?
    Brett: Proszę, kupcie nasz nowy album, proszę, kupcie nasz nowy album, proszę, kupcie nasz nowy album. [śmiech]
    Greg: Jeśli teraz mnie opuścicie, zabierzecie ze sobą największą cząstkę mnie. Ale na poważnie to chciałbym podziękować wszystkim. Wiem, jak trywialnie to brzmi, ale gdyby fani tylko wiedzieli, jak bardzo ważni są dla naszej chęci tworzenia! Zawsze jesteśmy wdzięczni, że ktoś przyszedł na koncert; to nas motywuje do grania najlepszych koncertów, jakie może dać 41-letnie ciało.
    Brett: To dobre podsumowanie. Tony, dzięki za ten wywiad. To był naprawdę dobry wywiad z oryginalnymi i przemyślanymi pytaniami. Dzięki za to.
    Tony: Dzięki.
    Greg: Dziękuję.

    Serdeczne podziękowania dla Bretta i Grega za ten przydługi wywiad, oraz dla Sue, za zorganizowanie go.
    --Tony Pascarella