| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |








NO CONTROL

Data wydania: 2.11.1989
Reedycja: 6.04.2004 (zremasterowany)
Producenci: Bad Religion
Wytwórnia: Epitaph
Nagranie: Westbeach Recorders
Czas: 26:25

Nagrany w składzie:
Greg Graffin (wokal)
Jay Bentley (bas)
Greg Hetson (gitara)
Peter Finestone (perkusja)
Brett Gurewitz (gitara)

Teksty i tłumaczenia
Wkładki, okładki etc. [768 KB]

Przyślij własną recenzję!



Lp. Tytuł Autor(zy) Czas Info
01.
02.
03.
04.
05.
06.
07.
08.
09.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
Change Of Ideas
Big Bang
No Control
Sometimes I Feel Like
Automatic Man
I Want To Conquer The World
Sanity
Henchman
It Must Look Pretty Appealing
You
Progress
I Want Something More
Anxiety
Billy
The World Won't Stop Without You
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Brett Gurewitz
Brett Gurewitz
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Greg Graffin
0:56
1:42
1:47
1:34
1:41
2:20
2:45
1:08
1:23
2:05
2:15
0:48
2:08
1:55
1:56







na "Tony Hawk Pro Skater 2" OST





Dodatkowe informacje o utworach: Change of Ideas, Big Bang, No Control, I Want To Conquer The World, You, I Want Something More, Billy



Recenzja:

Album Suffer, zacnego zespołu Bad Religion, wydany w roku 1988 pchnął punk, nie tylko ten kalifornijski, na zupełnie nowe tory. Kolejne wydawnictwo, No Control, mogło być albo ewolucją, albo potwierdzeniem, że punk tak naprawdę jest dead, a Złej Religii zdarzył się wypadek przy pracy, jaki często charakteryzuje gwiazdy jednej płyty. Po odsłuchaniu wyżej wspomnianego krążka werdykt może być tylko jeden.

Nie trzeba płyty słuchać, aby dowiedzieć się, jaka będzie. Stosowny tytuł, oprawa graficzna czy setlista skutecznie uświadamiają nas z czym mamy do czynienia - z najczystszą formą punka. Utwory krótkie, treściwe, "prosto między oczy" - najdłuższy z nich trwa 2 minuty i 44 sekundy, przy czym aż dziesięć jest krótszych niż dwie minuty. Rzut oka w książeczkę - teksty jak zwykle ironiczne, niekiedy gorzkie, a przede wszystkim ciężkie, nie tyle w odbiorze, ile w klimacie.

A co z sama zawartością muzyczną? Jest... monotonnie. Taki schemat "szybko i do przodu". Zaczynamy jednym akordem, przychodzi czas na zwrotkę, refren, a cały utwór kończymy akordem początkowym. Czyli co? Album nudny i bezbarwny? A w życiu nie! Takiej muzyki jak Bad Religion na No Control nie grał i nie będzie grał nikt inny, nawet samo Bad Religion. Genialne, krótkie kompozycje, kwintesencja punka - taki styl reprezentują "Change of Ideas" czy "Big Bang". Nieco spokojniejsze, ale nadal szybkie tempo to "No Control" ze świetnym chóralnym refrenem. "I Want to Conquer the World" - klasyk koncertowy. Nic dziwnego, skoro to strasznie chwytliwa piosenka, ze świetnie rozmieszczonymi akcentami na talerzach w refrenie i na solówkach. "Sanity" wyszło im strasznie ciężkie, od razu widać, że to robota Bretta. I ten lekko niedbały śpiew Graffina... Najlepsze utwory zamieszczone są jednak na końcu albumu. Mam tu na myśli przede wszystkim "You" - od tej piosenki zacząłem przygodę z Bad Religion i punkiem w ogóle. To było objawienie. Wokal, którego piękna melodia nie wychodzi z głowy, niesamowite chórki po pierwszym refrenie i zachrypnięty okrzyk na końcu. Czegoś takiego nie słyszałem nigdy wcześniej. To był szok, że można grać muzykę, która w idealnych proporcjach łączy piękno z agresją, czy - może trafniej - złością. "Progress" oczarował mnie genialnym harmoniami wokalnymi. "Billy" - ten motyw z początku piosenki po prostu nie wychodzi z głowy. I znów niesamowity wokal. No i ostatnia piosenka - niezwykłe przesłanie, ubrane w niezwykłe dźwięki.

Na tej płycie nie ma nieudanych kompozycji, nie ma czegoś dodanego na siłę, czegoś, co nie korespondowałoby z ogólnym zamysłem. Teraz rozumiem dlaczego "21st Century (Digital Boy)" zostawili na Against the Grain: tu zupełnie by nie pasował. Na poprzednim albumie taką odskocznią było "What Can You Do?". Tutaj jednie początek "Henchmana" przypomina nam, że mamy do czynienia mniej więcej z tym samym zespołem, który nagrał Suffer. Jedynie od siebie, całkowicie subiektywnie, mogę dodać, że nie kupuję "I Want Something More" - jak dla mnie za mało melodyjnie. Całe szczęście powtarzająca się tam partia basu jest, jak dla mnie, majstersztykiem i chociażby ze względu na nią warto do tej kompozycji wracać.

Zniechęcić może warsztat instrumentalistów. Dla kogoś, kto z taka muzyką nie miał wcześniej do czynienia, kto nie jest jej fanem, utwory będą bliźniaczo podobne, a muzycy - kiepscy. Poszczególne piosenki tworzą podobne akordy, utwory podobnie się rozpoczynają i kończą, perkusja co piosenkę wygrywa miarowe "umpa-umpa"... Należy jednak zauważyć dwie bardzo ważne rzeczy. Pierwszą z nich jest fakt, że Bad Religion bawi się niuansami: solówką, akcentami, tłumieniem strun. Takich smaczków jest tu dużo i nadają one muzyce niezwykłego charakteru. Drugą rzeczą jest fakt, że z tej prostoty Graffinowi i spółce wychodzi coś niesamowitego, pięknego, wręcz legendarnego; coś, co fascynuje miliony fanów na całym świecie.

Już? To koniec? Tak. 26 minut muzyki, która zmienia życie człowieka. Moje zmieniła. Zmieniła moje życiowe plany, ukształtowała mnie jako osobę. Nie, no zrobiła punka. Po prostu zmieniła horyzont. I za to tej płycie jestem tak cholernie wdzięczny. Piekielnie dobrej płycie, warto dodać.

Jacek