| BR news | koncerty | historia | skład | dyskografia | videografia | teksty i tłumaczenia | eseje | wywiady | o utworach | zsyp | spis utworów | galeria | gitara | kontakt || linki | download | księga gości | od autorki | FORUM |








INTO THE UNKNOWN

Data wydania: 01.01.1983
Producenci: Greg Graffin and Brett Gurewitz
Wytwórnia: Epitaph
Nagranie: Perspective Sound, Sun Valley California
Czas: 32:36

Nagrany w składzie:
Greg Graffin (wokal, syntezator)
Paul Dedona (bas)
Brett Gurewitz (gitara)
Davy Goldman (perkusja)

Teksty i tłumaczenia
Wkładki, okładki etc. [427 KB]

Przyślij własną recenzję!



Lp. Tytuł Autor(zy) Czas Info
01.
02.
03.
04.
05.
06.
07.
08.
It's Only Over When...
Chasing The Wild Goose
Billy Gnosis
Time And Disregard
The Dichotomy
Million Days
Losing Generation
...You Give Up
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Brett Gurewitz
Greg Graffin
Greg Graffin
Greg Graffin
3:36
2:50
3:23
7:07
4:42
3:38
3:36
2:55









Dodatkowe informacje o utworach: Chasing The Wild Goose, Billy Gnosis



Album ten przyniósł znaczącą zmianę stylu zespołu. O ile wcześniej znany był on z energetycznych, punk - rockowych piosenek, o tyle teraz muzyka przesunęła się w kierunku rocka progresywnego, z dużym zastosowaniem klawiszy. Nie spodobało się to wielu fanom, za to krytycy nie szczędzili przychylnych recenzji.

Nie zmienia to jednak faktu, że płyta została wytłoczona w liczbie 10 000 egzemplarzy z czego prawie wszystkie zostały zwrócone z powodu znikomej sprzedaży. Jeśli wierzyć słowom gitarzysty zespołu, Bretta Gurewitza do Epitaph zostały zwrócone prawie wszystkie kopie plus jedna piracka. Były one składowane w Bomp Records, gdzie akurat pracował wtedy Brett. W firmie tej pracowała także jego dziewczyna, która potajemnie sprzedawała winyle, z których zostało jedynie 300 sztuk. Zespół jednak nigdy nie otrzymał pieniędzy za rozprowadzone egzemplarze. Into The Unknown jest jedyną płytą, która nie doczekała się reedycji na CD. Generalnie wydanie tej płyty spowodowało spadek popularności zespołu i zawieszenie działalności wytwórni Epitaph na trzy lata.



Recenzja:

Recenzowanie tego albumu jest niebezpieczne - albo można się narazić "ortodoksyjnym" fanom Bad Religion, albo zupełnie niepotrzebnie zdyskredytować jeden z najciekawszych krążków grupy. Zakładam, że powodem niechęci do Into the Unknown jest jego nowatorska, nietypowa, eksperymentalna forma, która odcina się od wcześniejszych (i późniejszych) dokonań kapeli. Sądzę jednak, że w tym wypadku powinna bronić się muzyka, a nie etykietka z nazwą zespołu na kopercie płyty. Dlatego też pozwolę sobie napisać taką recenzję, jaką stworzyłbym, gdyby Into the Unknown wyszło dzisiaj, a Bad Religion grało od trzech lat. Mamy więc rok 1983...

Panie i panowie, oto Bad Religion! Zespół, który zasłynął z wydania jednej całkiem dobrej EPki i świetnego debiutanckiego krążka długogrającego! Dotychczasowy styl można było określić jako punk rock, wyrastający z najlepszych tradycji - Ramones, Black Flag czy Agent Orange. W powyższym zdaniu celowo użyłem czasu przeszłego, bowiem ich najnowsza propozycja zaskakuje pod każdym względem.

Już tytuł zapowiada rewolucję (czy może bardziej - ewolucję) i jest jak najbardziej adekwatny, bowiem Bad Religion istotnie penetruje nieznane dla nich dotąd rejony. Punka na płycie nie ma prawie wcale. Może przebija się czasem w brzmieniu perkusji, lecz nie chodzi tu stricte o punkowy rytm, ile o pewną surowość i prostotę. Generalnie mamy jednak do czynienia z pięknymi, melodyjnymi piosenkami, utrzymanymi w średnim tempie, ozdobionymi dźwiękiem elektronicznych instrumentów klawiszowych. Szczerze mówiąc formę tę jest mi ciężko przyrównać do czegokolwiek innego, bowiem łączy punkowe naleciałości (które, choć nie przejawiają się w muzyce, na pewno wpłynęły w jakiś sposób na charakter kompozycji) poprzedniej płyty z balladowym, czy wręcz progrockowym zacięciem. Pewnie wielu z Was zastanawia się jaki jest efekt takiego połączenia? Spieszę poinformować: bardzo dobry. Piosenki są naprawdę poruszające. Moim faworytem jest na pewno "Million Days", który określę mianem przepięknego - z gitarą akustyczną, wzniosłym refrenem, ciekawym tekstem, solówką... Niezwykłe dźwięki organów, otwierające "...You Give Up" są dobrym wstępem do tej kompozycji, która - powtarzając motyw otwierający album - jest swoistą klamrą, spinającą całe wydawnictwo. Rozpędzony, hałaśliwy "Billy Gnosis", ze stopniowo dołączającymi się instrumentami po refrenie również bardzo mi się podoba. W sumie każdą piosenkę mógłbym ocenić pozytywnie, bowiem jeśli nie zachwyca jako całość, to zawiera jakiś element, do którego chętnie wracam. Jedynym zarzutem pod ich adresem może być kiepski warsztat. Zdarza im się grac po prostu nierówno, co słychać na przykład w początkowej partii "The Dichotomy".

Jestem pełen podziwu dla tych dwudziestoletnich chłopców, że stworzyli tak dojrzałe dzieło, dostarczające niezapomnianych przeżyć, budzące takie emocje. Mam nadzieję, że na kolejnej płycie będą grali równie poruszająco, bowiem ich nowe oblicze daje im wielkie szanse na sukces.

Dobra, mamy rok 2009, Into the Unknown zostało wydane 26 lat temu i teraz wiemy, że był to jedynie nieszczęśliwy wyskok Bad Religion, którzy - rozumiejąc błąd, jakim było nagranie tej płyty - powrócili do własnego stylu. Jeśli porównamy to wydawnictwo do innych płyt, to oczywiste, że nie wytrzyma miażdżącej krytyki: od razu rozlegną się głosy, "że kawałki są za długie", "że brzmi jak disco", "że to nie punk". Oczywiście, że nie punk, ale sądzę, że magii muzyki nie mierzy się gatunkiem, w jakim się ją zaszufladkuje. Dla mnie Into the Unknown ma "to coś", co jeszcze potem odezwało się (i przyniosło świetny rezultat) na No Substance - pewien rozmarzony klimat, jakąś swoistą wizję, która przekłada się na piękne melodie. Jeśli więc komuś nie przeszkadza elektronika i zagubienie dawnego stylu, powinien Into the Uknown posłuchać. Sądzę, że ta płyta naprawdę może się podobać, nawet fanom surowego oblicza Bad Religion.

Jacek